Your address will show here +12 34 56 78
Małżeństwo
Adwokat Dagmara Jagodzińska - Bielsko-Biała - Kancelaria AdwokackaAdwokat Dagmara Jagodzińska – 

Członkini bielsko-bialskiej Okręgowej Izby Adwokackiej.
Prowadzi swoją Kancelarię Adwokacką w Bielsku-Białej.
Kancelaria specjalizuje się w szczególności w świadczeniu pomocy prawnej i poradnictwa prawnego w sprawach o rozwód, separację, władzę rodzicielską, alimenty, kontakty z małoletnimi, podział majątku dorobkowego po rozwodzie i inne.


keep reading

0

Małżeństwo
Adwokat Dagmara Jagodzińska - Bielsko-Biała - Kancelaria AdwokackaAdwokat Dagmara Jagodzińska – 

Członkini bielsko-bialskiej Okręgowej Izby Adwokackiej.
Prowadzi swoją Kancelarię Adwokacką w Bielsku-Białej.

Kancelaria Adwokacka Adwokat Dagmary Jagodzińskiej świadczy usługi kompleksowej, fachowej pomocy prawnej w sprawach z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego, szeroko rozumianego prawa cywilnego, w tym prawa spadkowego, prawa umów i innych stosunków zobowiązaniowych.

Kancelaria specjalizuje się w szczególności w świadczeniu pomocy prawnej i poradnictwa prawnego w sprawach o rozwód, separację, władzę rodzicielską, kontakty z małoletnimi, podział majątku dorobkowego po rozwodzie, zniesienie współwłasności, sprawach wynikających z umów darowizny oraz stosunków spadkowych w rodzinie.

Laureatka Plebiscytu Orły Prawa – Wybór Klientów 2018 i zdobywczyni tytułu Złote Orły Prawa 2018, dzięki któremu przez organizatorów Plebiscytu, w oparciu o ocenę Klientów, Kancelaria zaliczona została do grona 1,9 % najlepszych przedsiębiorstw branży prawniczej w Polsce.

 


Dziś, w rozmowie z Joanną Wloch – Mediatorem sądowym.

„Wojny rozwodowe – czyli tryptyk o mediacjach przy rozstaniu”.

Część I: „Gdy wszystko się wali…”


Gdy rozwód za pasem – spokojne i konstruktywne rozmowy ze współmałżonkiem to zapewne ostatnie na co liczymy. Często zauważam, że strony są o krok od osiągnięcia porozumienia, które pomogłoby im przeprowadzić rozwód możliwie jak najsprawniej i najmniej boleśnie. Żywe wciąż emocje uniemożliwiają im jednak merytoryczną konwersację, a zamiast sprzyjać porozumieniu – zaogniają jedynie konflikt. Czy w Pani opinii, obecność mediatora przy rozmowach małżonków poprzedzających rozwód lub odbywających się w jego trakcie, naprawdę może przyśpieszyć i usprawnić rozwód?


Stały mediator sądowy – mgr Joanna Włoch: Potoczne powiedzenie mówi, że między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka linia. Chyba najbardziej prawdziwe jest to stwierdzenie w momencie, gdy rozchodzą się drogi wcześniej bliskich sobie osób. Zawiedzione oczekiwania, rozczarowanie, zdrada to tylko niektóre uczucia i sytuacje, które prowadzą do decyzji o rozstaniu. Rzadko się zdarza, że osoby przytłoczone negatywnymi emocjami potrafią spokojnie, rzeczowo rozmawiać w celu ustalenia zasad, na jakich ich związek się zakończy.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że rozstanie to konieczność podjęcia szeregu decyzji, które uporządkują i podzielą wcześniejszą wspólnotę na dwa odrębne światy.
Sytuacja staje się tym trudniejsza, im więcej uzgodnień w obszarach wcześniejszego wspólnego życia należy podjąć. Wzajemna niechęć, oskarżenia, różne wizje opieki nad dziećmi, podział wspólnoty majątkowej prowadzą do coraz większej trudności w komunikacji a w efekcie całkowitego zerwania relacji i możliwości porozumienia. To właśnie ten moment, w którym strony powinny zdecydować się na skorzystanie z usług profesjonalnego, doświadczonego mediatora w sprawach rodzinnych. Tu może rodzić się pytanie: gdzie szukać i czym się kierować wybierając mediatora do swoje sprawy. Każdy Sąd Okręgowy na swoich stronach internetowych ma zamieszczoną listę, która jest wykazem mediatorów sądowych. Korzystając z tych informacji można mieć pewność, że osoba tam figurująca była sprawdzona pod względem uprawnień do pełnienia zawodu mediatora. Ponadto zamieszczone są informację dotyczące specjalizacji ( mediacje rodzinne, cywilne, gospodarcze, handlowe), wykształcenia oraz rejonu pracy danego mediatora sądowego. W tym zakresie można również kierować się rekomendacją bliskich czy znajomych, którzy korzystali z usług mediatora lub poszukać wskazówek na stronach internetowych.

Osoby, które już na tym etapie współpracują z kancelarią adwokacką, mogą o polecenie zapytać mecenasa. Kancelarie, które dbają o kompleksową obsługę swoich klientów, często współpracują z profesjonalnymi mediatorami. Pamiętać należy, że to zawsze i na każdym etapie sprawy rozwodowej czy separacyjnej decyzja co do wyboru mediatora należy do strony. Nawet w mediacjach ze skierowania sądowego, w których jest wskazany mediator, strony postępowania mogą wedle swojego uznania wskazać innego specjalistę w tym zakresie. Kolejna niepewność może się rodzić w zakresie kto i kiedy może przystąpić do mediacji. Strony mogą zgłosić się wspólnie, ale również może być to inicjatywa jednej osoby. Wtedy to w jej imieniu mediator zaprosi do spotkań partnera czy małżonka. Mediacje można rozpocząć w dowolnym momencie procesu rozwodowego czy separacyjnego, ale dobrze kierować się tu zasadą „im szybciej tym lepiej”. Pozwoli to zaoszczędzić czas, samopoczucie i często pieniądze związane z długotrwałym procesem sądowym. Zatem dlaczego to właśnie mediacje mają być dobrym rozwiązaniem w trudnej, traumatycznej sytuacji rozstania.

Mediacje można prowadzić przy obecności wszystkich zainteresowanych lub indywidualnie z każdą stroną konfliktu. Często obniża to napięcie i trudne emocje, pozwala zachować dystans i obiektywizm. Odpowiednio stworzone warunki sprzyjają realnej ocenie sytuacji, pomagają analizować fakty i podejmować świadome decyzje. Mediator może proponować pewne rozwiązania, zwłaszcza jeśli jest specjalistą w zakresie pedagogiki, psychologii, prawa rodzinnego. Pamiętać należy, że gdy wniosek o rozwód, opiekę nad dziećmi, alimenty, podział majątku trafia na wokandę, strony nie skorzystały z mediacji zakończonych ugodą, to sąd zdecyduje w powyższych kwestiach za samych zainteresowanych. Można za tym powiedzieć, że udział w procesie mediacji daje możliwość decydowania o własnym życiu bez pozostawiania istotnych, kluczowych kwestii w osądzie osób trzecich

www.mediacjeirozwody.pl

W kolejnych felietonach z cyklu: II – Przebieg procesu mediacji – czego możemy się spodziewać? III – Mediacje zakończone i co dalej?

władza rodzicielska, alimenty bielsko, rozwód, bielsko, adwokat, prawo rodzinne bielsko, kancelaria adwokacka, adwokat od rozwodów, adwokaci od rozwodów, prawo rodzinne bielsko, kontakty z dzieckiem, uregulowanie kontaktów z dzieckiem, kontaktyzdzieckiembielsko, sprawyrodzinneadwokatbielsko

0

Dziecko, Rodzina

W języku potocznym często używa się sformułowania: „samotni rodzice” – dlaczego Ty używasz do ich określania nazwy „samodzielni”. Czy to forma manifestu?


M. Gołda
: Ładnie to ujęłaś – tak, to forma manifestu. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, ale w sumie to ciekawy trop. Coś w tym jest… „Samotna matka” – to brzmi strasznie przygnębiająco! Sformułowanie „samodzielna mama” brzmi o wiele bardziej odpowiednio do to tego, jak się czułam, kiedy się rozwodziłam.


Z wykształcenia jestem m.in. językoznawcą. Powodowało to, iż naprawdę ważnym było dla mnie w tamtym czasie, aby nazwać siebie adekwatnie. Słowa mają swoją energię, prawda? Niestety, anachroniczne polskie nazewnictwo dla matek i ojców po rozstaniach czy rozwodach przewidywało tylko jedną formę – „samotny rodzic”, „samotna matka”. Zaczęłam więc nazywać siebie „mamą samodzielną”. Zaczęłam o tym mówić głośno. To było już dobrych parę lat temu. Najpierw wśród przyjaciół wypróbowywałam to określenie, później używałam go pośród znajomych z pracy. Większość reagowała entuzjastycznie.


Z czasem, gdy poznałam więcej rodziców w mojej sytuacji, dostawałam jednoznaczne pozytywny feedback: „tak, to jest to, jestem samodzielną mamą, jestem samodzielnym tatą”. Inni też chcieli tak siebie nazywać. Z takim określeniem o wiele łatwiej było im się utożsamić. I tak to zaskoczyło. Teraz już znasz historię tego sformułowania od kuchni…


Dzisiaj nie tylko sama używasz wspomnianego określenia, ale walczysz, by popularyzować je w przekazie masowym.


M. Gołda:
Oczywiście. Powiem więcej – chciałabym, aby także w języku urzędowym, zamiast „samotny rodzic” pojawiło się określenie „samodzielny rodzic”. Ostatnio, gdy wypełniałam PIT roczny, naprawdę miałam ochotę przekreślić „osoby samotnie wychowujące dzieci” i nadpisać „osoby samodzielnie wychowujące dzieci”.


Wierzę, że dzisiejsi rodzice po rozstaniach wcale nie muszą godzić się na tę przygnębiającą i negatywną łatkę „rodziców samotnych”
. W symboliczny sposób można powiedzieć, że to, co robię i jak pracuję na co dzień, z samodzielnymi rodzicami, w tym również mój kurs online dla Samodzielnych Rodziców – stanowi pewien pomost, którym każdy rodzic może przejść od stanu „samotności”, do stanu „samodzielności”.


Cieszę się też, że ten temat jest też podejmowany w mediach. Zawsze, gdy jestem zapraszana do radia albo telewizji w charakterze coacha i samodzielnej mamy, cieszę się, że mogę o tym mówić głośno. Wielu osobom zmienia to po prostu optykę, gdy widzą, że nie muszą wchodzić w rolę samotnych. Zwykle dostaję również wiele ciepłych słów od innych rodziców. To bardzo miłe. Ale przede wszystkim potrzebne.


Z jakimi trudnościami – w Twojej ocenie, spotykają się rodzice samodzielnie wychowujący dzieci?


M. Gołda
: To dobre pytanie, a jednocześnie… temat-rzeka. Przede wszystkim, rodzice samodzielnie wychowujący dzieci mają te same problemy, co inni rodzice, z tym że często są one pomnożone przez dwa. To, co się w pełnych rodzinach dzieli się na dwoje, rodzice samodzielni muszą dźwignąć sami. Najtrudniej jest, gdy pracujesz, dziecko jest małe i zachoruje. Wtedy naprawdę ciężko nawet wyjść do warzywniaka. Takie przyziemne sprawy mogą wydawać się błahe dla otoczenia, ale bywa że naprawdę przytłaczają, kiedy uzbiera się ich cała masa. Albo gdy musisz być w dwóch miejscach równocześnie, np. na przeciągającym się spotkaniu w pracy i w szatni w przedszkolu, żeby zdążyć odebrać swoje dziecko. Niełatwo bywa z jedną pensją w domu, a alimenty – umówmy się – przeważnie to „wacikowe kwoty”.


Gdzie zatem szukać pomocy?


M. Gołda:
Osobiście, zachęcam samodzielnych rodziców, aby dawali sobie pomóc i korzystali z pomocy bliskich, życzliwych im osób. Nam, „samodzielnym”, często towarzyszy typowy zestaw przekonań o tym, że „musimy sami”. Guzik-prawda, nie musimy. Ja sama, długo do tego dochodziłam. Za długo… Gdy wreszcie poszłam po rozum do głowy, odetchnęłam z ulgą. Okazało się, że wokół jest mnóstwo osób skorych do udzielenia mi pomocy.


„Drodzy samodzielni rodzice, nie musimy być superbohaterami. Otaczajmy się życzliwymi, pomocnymi osobami i pozwólmy sobie skorzystać z pomocnej dłoni. Rozstanie to nie jest żadna kara i żadnej ceny spłacać nie musicie. Nie musicie się umęczać i zamęczać”


I jeszcze jedno. Zróbcie, ile się tylko da,a by jak najlepiej ułożyć relacje z drugim rodzicem dziecka. Będziecie mogli wspierać się wzajemnie i pomagać sobie w potrzebie. To jest nieocenione. Warto poświecić na ułożenie tych relacji naprawdę dużo czasu i energii, bo procentuje to w przyszłości. Ja np. pamiętam, jak mój były mąż przyjeżdżał do mnie do domu, by pomóc mi przy chorym synku, kiedy mały miał ospę i trzeba było szybko wysmarować go gencjaną. Pierwszych kilka kropek znosił dzielnie, ale kiedy trzeba było wysmarować 150 kropek po kolei, dostawał szału. Były mąż przyjeżdżał i razem smarowaliśmy go w ekspresowym tempie, na cztery ręce, tata na plecach, ja z przodu. Wtedy udawało się z tym uwinąć, zanim synek zdążył wpaść w czarną rozpacz. Do dziś jest tak, że oboje wiemy, że w razie potrzeby możemy na siebie liczyć. Do takiego podejścia trzeba dojrzeć. Ale warto, naprawdę. Od czego zacząć? Od uzmysłowienia sobie, że jesteśmy rodzicami dziecka, które oboje bardzo kochamy, a zatem gramy do jednej bramki. To jest ważniejsze niż animozje z przeszłości.


A zatem wiedzę na temat samodzielnego rodzicielstwa czerpiesz z własnych doświadczeń?


M. Gołda:
Oczywiście. To moje główne źródło inspiracji. Kolejnym, równie ważnym, są spotkania z innymi samodzielnymi rodzicami. Znam ich wielu, prywatnie i zawodowo. Od kilku lat organizuję warsztaty, prowadzę sesje, a teraz jeszcze stworzyłam ten kurs. Chciałam, by znalazło się w nim maksimum potrzebnych treści, ale wyselekcjonowanych, takich naprawdę istotnych. Udało się skondensować tę wiedzę do 8 modułów, z czego jeden moduł poświęcony jest zagadnieniom prawnym. Było to możliwe dzięki wielu latom własnych doświadczeń, praktyce i byciu blisko doświadczeń innych ludzi w podobnej sytuacji.


W czym według Ciebie, pomóc ma Twój kurs?


M. Gołda:
Ten kurs pomaga przede wszystkim uporządkować sprawy po rozstaniu. Oczywiście nie jest to kurs o tym, kto ma wziąć piekarnik, a kto pralkę, ale o tym, jak rozmawiać ze sobą, aby dojść do porozumienia w tych i innych kwestiach. Mój kurs kładzie duży nacisk na komunikację i relacje z innymi. To z kolei, przydaje się nie tylko do doskonalenia umiejętności rozmawiania ze skonfliktowanym z nami, byłym współmałżonkiem, ale także do wchodzenia w inne, nowe relacje w przyszłości.


Mówiąc po kolei, mój kurs ma pomóc rodzicom po rozstaniu ułożyć sobie w głowie różne sprawy. To kurs coachingowy. Pomaga więc z dystansu spojrzeć na wydarzenia w naszym życiu po to, by odkryć w nich szanse, które warto wykorzystać. Ten kurs uczy również, jak radzić sobie z codziennymi wyzwaniami. Można tu znaleźć mnóstwo praktycznych narzędzi, np. uważnego obchodzenia się z emocjami. Ponadto pomaga świadomie budować relację z dziećmi; wyjaśnia, jak pomóc im odnaleźć się po rozstaniu rodziców. Można się z niego dowiedzieć, jak poukładać sobie w głowie sprawy miłości, przyszłych relacji, patchworków itd. Pozwala też poznać osoby w podobnej sytuacji.


Oprócz ćwiczeń coachingowych kurs pełen jest różnych przykładów z życia wziętych. A na takich przykładach znacznie łatwiej coś przećwiczyć. Można uniknąć błędów i zainspirować się. I wreszcie – dzięki obecności prawnika w jednym z modułów tego kursu, można dowiedzieć się bardzo wiele o prawnych aspektach rozstania.


Czy uważasz że praca w domowym zaciszu, bez udziału specjalisty – terapeuty czy psychologa, może okazać się wystarczająca?



M. Gołda:
Jestem o tym całkowicie przekonana. Gdybym nie była coachem, a terapeutą, to może odpowiedziałabym przecząco. Ale to kurs coachingowy, korzystający z metod coachingowych, oparty na coachingowych ćwiczeniach. Jest specjalnie zaprojektowany w ten sposób, by każdy, dosłownie każdy – mógł pracować z nimi samodzielnie. Ja nie wiem lepiej, co jest najlepszym wyjściem dla pani Kowalskiej; to pani Kowalska jest najlepszą ekspertką ds. swojego życia, nie jej coach. Ja tylko dostarczam narzędzi, które dopiero w rękach osoby zmotywowanej zaczynają działać. I wtedy potrafią zdziałać cuda. Ale to nie ja te cuda wyczarowuję. Ja inspiruję, prowadzę przez proces, wspieram. Cuda każdy ma swoje na taką skalę, na jaką się zaangażuje. Ponadto, praca w zaciszu domowym nie wymaga wychodzenia z domu. Samodzielny rodzic umie to docenić. Nie wymaga też nakładu środków takich, jak podczas indywidualnych sesji z coachem.


A dla dziecka? Jakie korzyści przynosi udział rodzica w Twoim kursie?


M. Gołda:
Trafne pytanie! Kurs przeznaczony jest oczywiście dla rodziców, ale dziecku, za pośrednictwem rodzica i zmiany jego zachowania, może również przynieść wiele korzyści. Porównałabym ten efekt do zaleceń, jakie dawane są rodzicom w samolocie – w razie gdyby ciśnienie w kabinie spadło, najpierw załóż maskę tlenową sobie, a dopiero potem dziecku.


Mówi się, że szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko. Dokładnie tak jest. W myśl tej zasady, można by dodać: „ogarnięty” po rozstaniu rodzic, to „ogarnięte” dziecko. Innymi słowy, kiedy my, dorośli, uporamy się z bólem po rozwodzie, nie będziemy przenosić go na dzieci. A o to przecież chodzi, prawda? Każdemu rodzicowi zależy na szczęściu dziecka i nie chce obarczać go swoimi problemami. W swoim kursie mówię o tym, jak to zrobić  i pokazuję, jak ćwiczyć to w domu. Omawiam też sporo sytuacji, które mogą spotkać samodzielnego rodzica, a z których on nawet nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Dzięki temu, zmniejszamy wiele lęków. Ten kurs mówi też sporo o tym, jak budować relacje z dziećmi oparte na empatii. To z kolei wnosi do tej relacji więcej spokoju, cierpliwości i wdzięczności w życiu rodzinnym.


Skąd pomysł, aby zawrzeć w Twoim Kursie część poświęconą prawu rodzinnemu i opiekuńczemu?


M. Gołda:
Znowu – pomysł z życia wzięty. Pracując nad kursem, rozmawiałam z wieloma osobami. Na sesjach, warsztatach, które prowadzę, ale również podczas pogłębionych wywiadów z samodzielnymi rodzicami, które przeprowadzałam, aby lepiej zrozumieć, czego mogą oczekiwać w tego typu kursie. „Przydałoby się w tym kursie jakieś wsparcie prawne”, słyszałam od nich. To dzięki ich zbiorowej mądrości pojawił się ten wątek. Jako coach nie chciałam wchodzić w buty prawnika, zaprosiłam więc do współpracy kogoś, kto zna się na tym lepiej, Jednocześnie postawiłam na osobę, którą znam i wiem, że ma świetne podejście do ludzi, mec. Dagmarę Jagodzińską.


W jaki sposób można zapoznać się z Kursem?



M. Gołda:
To, czy kurs może nam się przydać, czy jest czymś, co faktycznie nas interesuje, możemy łatwo sprawdzić na stronie samego kursu www.samodzielnirodzice.com. Na stronie znajdują się szczegóły tego, co obejmuje kurs i jak można z niego skorzystać. Pragnę, aby kurs ten, okazał się na tyle trafny i pomocny, żeby każdy samodzielny rodzic mógł wracać do niego po wielokroć i wyciągąć z niego jak najwięcej korzyści dla siebie i swojego dziecka. Tego właśnie życzę wszystkim Samodzielnym rodzicom.

0

Małżeństwo

Nawiązując z Klientem Kancelarii rozmowę dotyczącą sposobu w jaki planuje on określić swoje stanowisko procesowe w postępowaniu o rozwód, rozpoczynam od pytań dotyczących przewidywanego przez niego sposobu dochodzenia w procesie kwestii: winy swojej i małżonka za rozkład pożycia, władzy rodzicielskiej nad małoletnimi dziećmi i miejsca zamieszkania tych ostatnich, kontaktów z małoletnimi dziećmi, alimentów na dzieci, ewentualnie także na małżonka, a wreszcie… sposobu korzystania ze wspólnego domu lub mieszkania małżonków, po rozwodzie. Najczęściej wówczas pojawia się pytanie o to, czy mowa tu o podziale majątku dorobkowego małżonków po rozwodzie. Zbieżność skojarzeń jest jednak myląca.


Zgodnie z art. 58 § 2 Kr.o. jeżeli małżonkowie zajmują wspólne mieszkanie, sąd w wyroku rozwodowym orzeka także o sposobie korzystania z tego mieszkania przez czas wspólnego w nim zamieszkiwania rozwiedzionych małżonków. W wypadkach wyjątkowych, gdy jeden z małżonków swym rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie, sąd może nakazać jego eksmisję na żądanie drugiego małżonka. Na zgodny wniosek stron sąd może w wyroku orzekającym rozwód orzec również o podziale wspólnego mieszkania albo o przyznaniu mieszkania jednemu z małżonków, jeżeli drugi małżonek wyraża zgodę na jego opuszczenie bez dostarczenia lokalu zamiennego i pomieszczenia zastępczego, o ile podział bądź jego przyznanie jednemu z małżonków są możliwe.


Czymś innym jest bowiem ustalenie tego, w jaki sposób małżonkowie, zamieszkujący ze sobą w dalszym ciągu, w jednym lokalu, mają podzielić się faktycznym korzystaniem z tego lokum, czymś innym zaś – zniesienie zachodzącej pomiędzy nimi dotąd, wspólności majątkowej małżeńskiej, składnika jakim pozostaje wspólny lokal bądź dom.


Dla rozróżnienia zatem:


1.
Sytuacja pierwsza, dotyczyć będzie małżeństwa X i Y, które w chwili orzekania rozwodu w dalszym ciągu zamieszkiwało będzie wspólnie i planowało zamieszkiwać w ten sposób po rozwodzie (choćby z uwagi na brak alternatyw); wówczas to, Sąd może postanowić, iż X korzystał będzie z pomieszczeń znajdujących na parterze budynku mieszkalnego niegdyś wspólnie użytkowanego przez strony, zaś Y zamieszkiwała będzie na jego piętrze, przy czym z kuchni i łazienki strony korzystać będą wspólnie.


2.
Sytuacja druga dotyczyć będzie małżeństwa A i B, planującego dokonać zniesienia współwłasności lokalu/budynku wchodzącego w skład ich wspólności majątkowej małżeńskiej, tj. A i B nie będą zainteresowani wspólnym zamieszkiwaniem po rozwodzie, a dążyć będą do zapewnienia sobie warunków życia w pojedynkę, m.in. na skutek dopełnienia wszelkich rozliczeń wynikających z podziału ich majątku.


O sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania
sąd orzeka więc w zasadzie wtedy, gdy w chwili wydania wyroku rozwodowego małżonkowie zajmują to mieszkanie, tzn. faktycznie z niego korzystają. Jednakże sąd może orzec o sposobie korzystania z tego mieszkania także w wypadku, gdy małżonek nie przebywa w nim tylko przejściowo, w szczególności gdy – nie rezygnując ze wspólnego mieszkania – zmuszony był je opuścić na skutek samowolnego, sprzecznego z prawem lub zasadami współżycia społecznego, postępowania drugiego małżonka.


O podziale majątku w rozwodzie traktuje art. 58 § 3
K.r.o. zgodnie z którym na wniosek jednego z małżonków sąd może w wyroku orzekającym rozwód dokonać podziału majątku wspólnego, jeżeli przeprowadzenie tego podziału nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu.


Jak podkreśla doktryna, podział majątku w trakcie rozwodu (separacji) różni się od podziału dokonanego po ustaniu wspólności:

1) trybem, albowiem następuje w procesie;

2) może być przeprowadzony, jeżeli nie wpłynie na nadmierną zwłokę w postępowaniu rozwodowym;

3) skuteczność podziału jest uzależniona od prawomocnego orzeczenia rozwodu [1]


Warunkiem orzekania przez Sąd o podziale majątku dorobkowego małżonków w rozwodzie pozostaje zatem taki układ procesowy, który gwarantuje możliwość szybkiego, a w praktyce najczęściej – ugodowego rozstrzygnięcia o tej kwestii.  Następuje więc wówczas, gdy między stronami nie ma sporu co do składu i sposobu podziału tego majątku lub wyjaśnienie spornych między stronami okoliczności bądź też takich okoliczności, które sąd obowiązany jest ustalić z urzędu, wymaga przeprowadzenia postępowania dowodowego w ograniczonym przedmiotowo i czasowo zakresie (Orzecznictwo SN: III CZP 30/77, V CZ 25/16)


Z uwagi na fakt, iż sytuacje takie zdarzają w praktyce dość rzadko, niepisana reguła zakłada, iż w procesie rozwodowym rozstrzyga się co najwyżej o kwestii sposobu korzystania przez małżonków ze wspólnego lokum po rozwodzie, zaś o kwestii szczegółowego podziału majątku dorobkowego małżonków po ustaniu ich wspólności majątkowej, na skutek rozwiązania ich małżeństwa – orzeka się dopiero na etapie postępowania o podział majątku dorobkowego prowadzonego przed innym Sądem (sądem rejonowym, podczas gdy o rozwodzie orzeka sąd okręgowy), po uprawomocnieniu się wyroku orzekającego rozwód. Na zgodny wniosek małżonków o nieorzekanie przez Sąd rozwodowy, o sposobie korzystania z mieszkania przez małżonków po rozwodzie, Sąd okręgowy zaniecha jednak orzekania w wyroku rozwodowym także i w tej kwestii.


Pozdrawiam,
Adwokat Dagmara Jagodzińska
  

0

Dziecko

Spora część Klientów zamierzających wszcząć postępowanie alimentacyjne lub zgłosić roszczenie alimentacyjne w pozwie rozwodowym, zadaje pełnomocnikom pytanie o to, jak określić wysokość należnych ich dziecku alimentów. Ostateczne dookreślenie kwoty dochodzonego roszczenia alimentacyjnego zależy jednak od samego Klienta. To jego decyzja przesądzi o wpisaniu do pozwu (o rozwód lub alimenty) konkretnej kwoty dochodzonego roszczenia. Zanim jednak pozostawimy Klientowi wybór w zakresie dookreślenia konkretnej wysokości roszczenia alimentacyjnego, niezbędne staje się pouczenie Klienta o tym, czemu właściwie służyć mają alimenty, od czego zależy ich wysokość oraz jakie potrzeby uznaje się w praktyce za „potrzeby usprawiedliwione”.


Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie pomaga nam w precyzyjnym ustaleniu wysokości dochodzonych alimentów. Art. 135 K.R.O. ogranicza się w tym względzie do stwierdzenia: „zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego„. Z tego, że o wysokości możliwych do zasądzenia alimentów decydować będzie m.in. wysokość możliwości majątkowych (zasobność majątku) oraz zarobkowych (wysokość wynagrodzenia, dochodów z działalności) pozwanego, najczęściej doskonale zdajemy sobie sprawę.


Zauważalne trudności budzi jednak określenie zakresu tzw. „usprawiedliwionych potrzeb” uprawnionego do alimentacji. Czym zatem są wspomniane „usprawiedliwione potrzeby”?


Potrzeby usprawiedliwione to takie, których zaspokojenie pozwala uprawnionemu żyć w warunkach odpowiadających jego wiekowi, stanowi zdrowia, wykształceniu itp. Katalog owych potrzeb jest sprawą indywidualną.
Niezaspokojone potrzeby wierzyciela można uznać za usprawiedliwione (a jego sytuację prawną za uzasadniającą wystąpienie do sądu o alimenty), jeżeli nie potrafi on ich zaspokoić samodzielnie pomimo podejmowania w tym zakresie starań*


Dobra praktyka wskazuje na to, aby w pozwach alimentacyjnych uwzględniać co najmniej:
  • miesięczne koszty związane z zakupem wyżywienia;
  • miesięczne koszty związane z zakupem środków czystości i kosmetyków;
  • miesięczne koszty nauki – opłacenia szkół/przedszkoli, zakupu materiałów edukacyjnych, pokrycia komitetów;
  • miesięczne koszty leczenia i wizyt lekarskich, dodatkowo także koszty zakupu leków i suplementów;
  • miesięczne koszty dojazdów do szkoły oraz do domu;
  • miesięczny koszt zakupu odzieży i obuwia – najłatwiej szacowany jako łączny, roczny koszt odzieży podzielony przez ilość miesięcy;
  • miesięczny koszt rozrywki/wyjść dziecka – w przypadku dziecka młodszego, także zakupu zabawek.


UWAGA: warto pamiętać, że do zakresu usprawiedliwionych potrzeb małoletnich w istocie należy doliczyć także koszty mediów zużywanych przez małoletniego, jako członka rodziny zamieszkującej dany lokal lub budynek.
Do zakresu potrzeb uprawnionego do alimentacji wchodzić będzie zatem również szacunkowa wartość przypadającego na małoletniego udziału w kosztach związanych z opłaceniem czynszu za lokal mieszkalny, a także opłat za dostarczenie gazu, wody, prądu, wywóz odpadów, odprowadzenie ścieków i inne.


Wypada zaznaczyć na koniec, iż pojęcie usprawiedliwionych potrzeb wymagać będzie każdorazowo doprecyzowania o szczegóły indywidualnego przypadku. Tak też jeśli dla przykładu, małoletni choruje na atopowe zapalenie skóry, w kosztach jego utrzymania uwzględnić należy szereg medykamentów, środków czystości i środków pielęgnacyjnych posiadających dla niego charakter niezbędny dla zachowania zdrowia i komfortu życia. Jeśli zaś małoletni cierpi z powodu wad postawy, niezbędna może okazać się gimnastyka korekcyjna, fizjoterapia czy odpowiednie zajęcia na basenie, itd.


Co niezwykle istotne, pamiętać należy, iż potrzeby uprawnionego, poza tym, iż „usprawiedliwione” muszą być także realne!
Każda ze szczególnych potrzeb dziecka winna być przy tym należycie udokumentowana, dla wykazania wiarygodności twierdzeń o konieczności jej zaspokojenia.


Po ustaleniu łącznych kosztów utrzymania dziecka, niezbędnym jest wreszcie określenie tego, w jakich częściach każde z rodziców będzie partycypować w ich pokryciu. Niepisana zasada zakłada, iż koszty te winny rozkładać się mniej więcej po połowie. Warto pamiętać jednak o tym, iż zgodnie z par. 2 art. 135 K.R.O. wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie może polegać w całości lub w części na osobistych staraniach o utrzymanie lub o wychowanie uprawnionego; w takim wypadku świadczenie alimentacyjne drugiego z rodziców polegać będzie na pokrywaniu w całości lub w części kosztów utrzymania lub wychowania uprawnionego.


To jednak, czy całość lub część świadczenia alimentacyjnego przypadającego na rodzica zamieszkującego z małoletnim, może być w całości lub części zaspokajana poprzez samą tylko opiekę nad małoletnim (tj. przy założeniu braku lub ograniczonej wysokości alimentów pochodzących od tego rodzica) oceni Sąd, w konkretnym stanie sprawy.

Pozdrawiam,

Adwokat Dagmara Jagodzińska


# władza rodzicielska, alimenty bielsko, rozwód, bielsko, adwokat, prawo rodzinne bielsko, kancelaria adwokacka, adwokat od rozwodów, adwokaci od rozwodów, prawo rodzinne bielsko, kontakty z dzieckiem, uregulowanie kontaktów z dzieckiem, kontaktyzdzieckiembielsko, sprawyrodzinneadwokatbielsko

1

Małżeństwo
Zagadnienie, o którym opowiemy w dzisiejszym artykule dotyczy sytuacji prawnej małżonka rozwodzącego się, nie posiadającego jakiegokolwiek tytułu prawnego do lokalu mieszkalnego, w którym strony zamieszkiwały wspólnie za czasów zgodnego pożycia małżeńskiego. Ileż to razy słyszeliśmy w życiu codziennym o historiach małżeńskich, w których małżonek wyłącznie dysponujący prawem do lokalu mieszkalnego, stanowiącego dotychczasowy ośrodek funkcjonowania rozwodzących się stron – przed rozpoczęciem postępowania sądowego w sprawie o rozwód, w jego trakcie lub bezpośrednio po jego zakończeniu, domaga się od współmałżonka nie posiadającego jakiegokolwiek tytułu prawnego do tego lokalu, trwałego jego opuszczenia. Czy po orzeczeniu przez sąd o rozwodzie stron, małżonek ten zawsze zmuszony będzie do opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania stron? Jeśli tak, to jak szybko zmuszony jest opuścić dotychczas wspólnie zajmowane lokum? Czy podział wspólnego mieszkania małżonków rozwodzących się, powoduje powstanie po stronie każdego z nich odrębnych praw do lokalu? Dziś postaramy się odpowiedzieć pokrótce na tak postawione pytania.  


Kiedy sąd orzeka o sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania stron?


Na wstępie zaznaczyć należy, iż opisane zagadnienie prawne uregulowane zostało w art. 58 § 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego.


Faktyczne wspólne zamieszkiwanie małżonków w chwili orzekania o rozwodzie:


Rozwiązanie opisane wyżej wymienionym przepisem prawa rodzinnego i opiekuńczego, dotyczy wyłącznie tych przypadków, w których małżonkowie do chwili orzeczenia pomiędzy nimi rozwodu, zamieszkiwali razem, we wspólnym lokalu mieszkalnym. Nie ulega bowiem wątpliwości, że okoliczności losowe zachodzące w życiu obojga małżonków nader często powodują, iż pomimo występowania pomiędzy nimi zupełnego oraz trwałego rozkładu pożycia, zmuszeni są zamieszkiwać wspólnie, bez względu na prawidłowość łączących ich relacji.


Tytuł prawny jednego z małżonków do lokalu:

Drugą z przesłanek zastosowania opisanej wyżej regulacji prawnej, pozostaje natomiast okoliczność faktyczna, w której – spośród dwojga małżonków faktycznie zajmujących lokal mieszkalny w chwili orzekania o rozwodzie stron, tytuł prawny do przedmiotowego lokalu przysługuje wyłącznie jednemu spośród nich. Drugi z małżonków korzysta więc z opisanego lokalu, jedynie na zasadzie swoistej „uprzejmości” współmałżonka – dysponenta. Na marginesie dodać należy, iż Sąd może orzec o sposobie korzystania ze „wspólnego mieszkania” stron także w wypadku, gdy jeden z małżonków nie przebywa faktycznie w tym mieszkaniu, a jego nieobecność posiada charakter przejściowy, w szczególności gdy – nie rezygnując ze wspólnego zamieszkania (tj. nie zabierając z niego swoich rzeczy osobistych i opuszczając go bez zamiaru wyprowadzenia się na stałe w inne miejsce), małżonek ten zmuszony jest do opuszczenia mieszkania na skutek samowolnego, sprzecznego z prawem lub zasadami współżycia społecznego postępowania drugiego małżonka lub też opuszcza je z przyczyn losowych jak np. pobytu w szpitalu. Co istotne jednak sąd nie orzeknie o sposobie korzystania ze „wspólnego mieszkania” stron wówczas, gdy jeden z małżonków opuści swe lokum na dłuższy czas np. na czas pobytu w więzieniu lub przy okazji długotrwałego wyjazdu zagranicę.


Niezbędny element wyroku rozwodowego

Zgodnie z Uchwałą Pełnego Składu Izby Cywilnej SN z dnia 9 czerwca 1976 r., III CZP 46/75 (OSN 1976, poz. 184), sąd rozwodowy posiada obowiązek ustalania sposobu użytkowania mieszkania przez małżonków rozwodzących się – po rozwodzie. Sąd powinien orzekać w tej kwestii z urzędu. Odstąpienie przez sąd od tego rozstrzygnięcia, możliwe jest zaś tylko wówczas, gdy małżonkowie sprzeciwili się temu lub powierzchnia ich wspólnego mieszkania (np. jedna izba) czyni orzekanie o sposobie korzystania z tego mieszkania bezprzedmiotowym. Od początku postępowania prowadzonego w sprawie sąd ten powinien zatem starać się ustalić okoliczności dotyczące wspólnego mieszkania stron, w tym w szczególności liczbę oraz rodzaj pomieszczeń wchodzących w skład lokalu oraz przynależących do niego, sposób dotychczasowego ich wykorzystywania, tytuł prawny do mieszkania każdego z małżonków z osobna, ewentualnie także wszelkie inne prawa osób trzecich, zamieszkałych wspólnie z małżonkami. Ustalenie tych okoliczności pozwoli sądowi na rozstrzygnięcie czy istnieje możliwość dokonania podziału mieszkania quo ad usum (tzn. „do faktycznego korzystania”).


Kiedy mieszkanie nadaje się do podziału?

Nie można mówić o „wspólnym mieszkaniu” stron wtedy, gdy małżonkowie mieszkają u innej osoby jako członkowie jej rodziny i wobec tego, nie posiadają do własnej dyspozycji całego mieszkania lub choćby jednego pokoju. Artykuł 58 § 2 k.r.o. (zdanie pierwsze) może być w tym wypadku stosowany tylko wtedy, gdy małżonkowie dysponują wydzieloną częścią cudzego mieszkania i zakres tego wyodrębnienia umożliwia zaspokojenie ich potrzeb mieszkaniowych. Rozstrzygnięcie o sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania przez czas wspólnego w nim zamieszkiwania rozwiedzionych małżonków (art. 58 § 2 zdanie pierwsze k.r.o.) obejmuje w zasadzie każde mieszkanie, zajmowane przez nich, tzn. mieszkanie znajdujące się faktycznie w ich dyspozycji niezależnie od posiadanego tytułu prawnego. O ile zatem strony faktycznie i wspólnie zajmowały lokal mieszkalny, aż do chwili orzeczenia pomiędzy nimi rozwodu, sąd ureguluje w wyroku rozwodowym sposób korzystania z tego lokalu także wówczas, gdy tytuł prawny do mieszkania przysługiwał w chwili orzekania, tylko jednemu z małżonków. Wystarczy więc ażeby jednemu choćby z małżonków przysługiwało: – prawo własności lokalu, – spółdzielcze prawa do lokalu, – służebność osobista podstawie której korzystał z tego lokalu także małżonek uprawnionego z tytułu służebności) – prawo do najmu lokalu mieszkalnego (na podstawie umowy zawartej przez jednego tylko z małżonków z właścicielem mieszkania) lub też: – prawo użyczenia – bądź też, by chociaż jeden z małżonków zajmował już wcześniej lokal bez tytułu prawnego (byle nie było to sprzeczne z prawem i nastąpiło przed przyjęciem do lokalu drugiego współmałżonka). Oznacza to, iż sąd ustali w wyroku rozwodowym sposób korzystania ze wspólnego mieszkania stron niezależnie od tego, czy mieszkanie to wchodziło w skład majątku dorobkowego obojga małżonków (pozostawało przedmiotem ich wpsólnych praw) czy też należało ono do majątku osobistego jednego z nich (nabyte zostało przed zawarciem małżeństwa, w drodze dziedziczenia itp.).


Na czym polega podział mieszkania qou ad usum („do faktycznego używania”)?

Orzeczenie o sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania przez czas zamieszkiwania w nim rozwiedzionych małżonków (art. 58 § 2 zdanie pierwsze k.r.o.) polega z reguły na tymczasowym rozdzieleniu małżonków przez przydzielenie każdemu z nich określonej części wspólnego mieszkania do odrębnego korzystania.Orzeczenie to powoduje takie konsekwencje jak fizyczny podział rzeczy „do korzystania”. Podział winien zdawać jednak egzamin praktyczny. Każde z małżonków winno mieć zagwarantowaną względną choćby prywatność (np. po jednym, osobnym pokoju dla każdego z nich lub dla jednego z nich i drugiego wraz z dziećmi) oraz dostęp do niezbędnych mediów i urządzeń gospodarstwa domowego (toaleta, kuchnia). W miarę potrzeby sąd może również unormować wzajemne stosunki stron przez czas wspólnego ich zamieszkiwania w drodze wydania odpowiednich nakazów lub zakazów (np. nakaz partycypowania przez oboje małżonków w kosztach opłacenia czynszu, energii elektrycznej, gazu itp.). Sąd może w sentencji orzeczenia umieścić zakaz wprowadzenia do wspólnego mieszkania osób trzecich.


Jakie skutki prawne wywołuje ustalenie przez sąd sposobu korzystania ze wspólnego mieszkania rozwodników?

Należy zaznaczyć, iż tak opisane rozstrzygnięcie sądu nie powoduje powstania po stronie któregokolwiek z małżonków (ani też osób trzecich) jakichkolwiek praw do lokalu. Oznacza to, iż nawet jeśli w orzeczeniu rozwodowym, sąd postanowi o dokonaniu podziału lokalu mieszkalnego małżonków do faktycznego jego używania poprzez to, iż część lokalu przyzna na wyłączne używanie jednemu z małżonków, a pozostałą część odda do dyspozycji drugiego spośród nich – ani po stronie pierwszego, ani też drugiego z małżonków, nie powstanie nowy tytuł prawny do lokalu mieszkalnego lub jakiejkolwiek części tego lokalu. Co najistotniejsze, tak dokonany podział nie wpłynie więc także jakkolwiek na kwestię podziału majątku wspólnego małżonków. Odpowiednio zatem fakt przyznania małżonkowi (nie posiadającemu jakiegokolwiek tytułu prawnego do lokalu) prawa do faktycznego korzystania z lokalu przysługującego wyłącznie drugiemu ze współmałżonków – nie spowoduje powstania po stronie pierwszego z nich prawa do domagania się przyznania mu jakiejkolwiek części tegoż lokalu, w postępowaniu o podział pozostałych składników majątku wspólnego małżonków. Prezentowane rozwiązanie posiada bowiem charakter czysto faktyczny, użytkowy, a z założenia również tymczasowy. Podział ten powoduje więc jedynie, iż małżonek nie dysponujący prawem do lokalu mieszkalnego, a zamieszkujący do chwili rozwodu wraz z drugim małżonkiem – dysponentem prawa do lokalu, w którym oboje jak dotąd zamieszkiwali, uzyskuje tytuł prawny do korzystania z fizycznie wydzielonej części tego lokalu dotąd, dopóki sam nie podejmie on decyzji o opuszczeniu lokalu lub też nie zostanie z niego usunięty na skutek wydania względem jego osoby prawomocnego orzeczenia o eksmisji, w związku z zaistnieniem ustawowych przesłanek jej orzeczenia. To ostatnie stanowi jednak przedmiot odrębnej publikacji.

Pozdrawiam,

Dagmara Jagodzińska




0

Małżeństwo

Czy ustalenie winy wpływa na podział majątku? To pytanie które często pada w rozmowach poprzedzających złożenie pozwu o rozwód. Odpowiedź na nie, jak wiele kwestii prawa rodzinnego, nie jest jednak jednoznaczna. Wszystko zależy bowiem od występującego pomiędzy małżonkami ustroju majątkowego małżeńskiego.


RODZAJE USTROJÓW MAŁŻEŃSKICH (RODZAJE INTERCYZ)

Zacznijmy zatem od udzielenia odpowiedzi na pytanie o to, jakie ustroje małżeńskie majątkowe wyróżniamy? W dużym uproszczeniu mówić możemy o 6 podstawowych ustrojach. Na początek, spróbuj ustalić w jakim ustroju funkcjonowaliście z małżonkiem:

ustawowym ustroju wspólności majątkowej małżeńskiej – to najczęściej stosowany ustrój. Występuje on bowiem automatycznie, już od chwili zawarcia małżeństwa u małżonków, którzy przed ślubem nie zawarli intercyzy i trwa tak długo, jak długo nie zostanie zastąpiony którymś z ustrojów umownych (tj. do zawarcia przez małżonków umowy małżeńskiej majątkowej). Jeśli zatem małżonkowie przed zawarciem małżeństwa, ani po jego zawarciu, nie zawierali intercyzy, z pewnością obowiązuje ich ten właśnie ustrój majątkowy;

umownym ustroju rozdzielności majątkowej – poprzez podpisanie umowy małżeńskiej majątkowej (tzw. intercyzy), małżonkowie rezygnują z majątku wspólnego. Odtąd każdy z nich dysponować będzie wyłącznie majątkiem osobistym (odrębnym) – [obrazek nr 1]



– umownym ustroju ograniczonej wspólności majątkowej małżeńskiej – każde z małżonków dysponuje własnym majątkiem osobistym oraz małżonkiem wspólnym obojga małżonków. Z majątku wspólnego stron decydują się jednak wyłączyć jeden ze składników. Składnik ten przypisany zostaje do majątku osobistego jednego z nich (na schemacie poniżej, składnik zaczerpnięty z majątku wspólnego, przydzielony został małżonkowi Niebieskiemu, zaś małżonek Zielony został pozbawiony możliwości dysponowania tym składnikiem. Najczęściej ustrój ten, stosowany jest w sytuacjach, w których składnik dany – z mocy prawa przypadający obojgu małżonkom, np. dom zakupiony po zawarciu małżeństwa, ze względu na zasady słuszności, należeć winien do jednego z małżonków. Dzieje się tak np. wówczas, gdy jeden z małżonków przed zawarciem małżeństwa zawarł już umowę przedwstępną i opłacił zakup lub otrzymał środki na zakup domu od rodziców, ale do przeniesienia własności domu dochodzi już w okresie trwania związku małżeńskiego. Przeniesienie własności następuje tu po zawarciu małżeństwa – oznacza to, iż oboje małżonków z mocy prawa, staje się właścicielami domu, po połowie. Z uwagi jednak na fakt, że tylko jedno z nich, realnie przyczyniło się do nabycia nieruchomości (zapłaciło z własnych oszczędności całość lub część ceny bądź opłaciło zakup ze środków podarowanych mu przez bliskich), małżonkowie decydują się wyłączyć nieruchomość z majątku wspólnego i uznać ją za element majątku osobistego tego z małżonków, który realnie spowodował jej nabycie. – [obrazek nr 2]

umownym ustroju rozszerzonej wspólności majątkowej małżeńskiej – każde z małżonków dysponuje własnym majątkiem osobistym oraz małżonkiem wspólnym obojga małżonków. Majątek wspólny, decyzją obojga małżonków poszerzony zostaje jednak o składnik majątku osobistego jednego z nich. Tak też, na schemacie poniżej, małżonek Niebieski zdecydował się dodać do majątku wspólnego, element własnego majątku osobistego, oznaczonego jako kwadrat z fioletowym znaczkiem „V”. Dzięki temu, małżonek Zielony, władny będzie dysponować jako „wspólnym”, składnikiem majątku osobistego współmałżonka. – [obrazek nr 3]


umownym ustroju rozdzielności majątkowej z wyrównaniem dorobku – w czasie trwania małżeństwa sytuacja małżonków pozostaje identyczna, jak w przypadku pełnej rozdzielności majątkowej. Po ustaniu małżeństwa wyrównuje się jednak tzw. dorobki każdego z nich, tj. to, co udało im się nagromadzić w okresie trwania rozdzielności – [obrazek nr 4]



umownym ustroju wspólności majątkowej – stosowany jest najczęściej wówczas, gdy po ustroju powodowanym podpisaniem intercyzy, małżonkowie chcą powrócić do ustroju podstawowego (wspólności majątkowej). Jego istota, pozostaje tożsama z istotą ustroju ustawowej wspólności majątkowej opisanej na wstępie.

CO PO ROZWODZIE?

Jeśli więc istnieje między Wami umowa małżeńska majątkowa, tzw. intercyza, wprowadzająca w Wasze stosunki małżeński majątkowe system „rozdzielności” – wina nie wpłynie jakkolwiek na kwestię Waszych rozliczeń. Każde z Was po rozwodzie, zachowa majątek osobisty jaki gromadził przez lata małżeństwa (w przypadku rozdzielności z wyrównaniem dorobków, zmuszeni będzie do rozliczeń z tytułu tzw. dorobków – to jednak wyjątkowy, rzadko stosowany system majątkowy małżeński, którego tematyka, z uwagi na jego niszowe zastosowanie, winna stanowić odrębny artykuł). Co do zasady zatem, kwestia winy za rozkład pożycia, nie ma tu żadnego znaczenia.


Inaczej rzecz przedstawia się, jeśli w czasie trwania małżeństwa, pozostawaliście w którymś z systemów wspólności majątkowej (umownej, ustawowej, umownej ograniczonej lub umownej rozszerzonej).


Jeżeli bowiem po zakończeniu związku małżeńskiego, jedno z małżonków dojdzie do wniosku, iż wkład, jaki wniosło w powstanie majątku wspólnego obojga z nich, pozostaje znacząco większy, aniżeli wkład drugiego z małżonków, będzie miał prawo domagać się przed Sądem w trybie art 43 par. 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, ustalenia nierówności udziałów obojga małżonków w majątku wspólnym.


We wspomnianym wyżej postępowaniu, kwestia winy współmałżonka, może posiadać znaczenie dla ustalenia nierówności udziałów obojga małżonków w majątku wspólnym. 


W Postanowieniu Sądu Najwyższego z dnia 27 czerwca 2003r., sygn. IV CKN 278/01, Sąd ten przyjął, iż: „U podstaw art. 43 § 2 k.r.o. leży założenie, że tylko w małżeństwie prawidłowo funkcjonującym, usprawiedliwione są równe udziały w majątku wspólnym, mimo że małżonkowie przyczyniali się do jego powstania w różnym stopniu. Opiera się ono na więzach osobistych i gospodarczych między małżonkami oraz na obowiązku wzajemnej pomocy. To założenie odpada jednak, gdy małżonek rażąco lub uporczywie naruszał swe obowiązki wobec rodziny bądź doprowadził do zawinionego rozkładu pożycia, choćby znalazł on wyraz tylko w separacji faktycznej, a do rozwodu nie doszło. Kwestia winy nie jest więc bez znaczenia przy ocenie „ważnych powodów (…)” w rozumieniu art. 43 Kro.


PODSUMOWUJĄC:


Dla ustalenia nierównych udziałów konieczne jest kumulatywne spełnienie dwóch przesłanek: różny stopień przyczyniania się małżonków do powstania majątku wspólnego oraz ważne powody przemawiające za odstąpieniem od zasady równych udziałów.


Obie przesłanki muszą być spełnione łącznie i pozostawać w określonej relacji. Z jednej strony żadne „ważne powody” nie uzasadniają same przez się ustalenia nierównych udziałów, jeżeli stopień przyczynienia się małżonków do powstania majątku wspólnego jest równy, z drugiej – różny stopień przyczynienia się małżonków do powstania tego majątku bierze się pod uwagę dopiero wtedy, gdy za ustaleniem nierównych udziałów przemawiają „ważne powody”.


Co to oznacza w praktyce? Jeśli jedno z małżonków uznane zostanie za wyłącznie winne rozkładu pożycia, drugie – powołując się na ten fakt, może dochodzić przed Sądem ustalenia nierównych udziałów obojga małżonków w majątku wspólnym, starając się wykazać, że to on, nie zaś małżonek wyłącznie winny rozkładowi pożycia, spowodował zwiększenie puli majątku wspólnego, w okresie trwania małżeństwa, o zasoby znacznie większe, aniżeli czynił to jego współmałżonek.


Tylko w małżeństwie prawidłowo funkcjonującym usprawiedliwione są równe udziały w majątku wspólnym, mimo że małżonkowie przyczyniali się do jego powstania w różnym stopniu. Opiera się ono na więzach osobistych i gospodarczych między małżonkami oraz na obowiązku wzajemnej pomocy. To założenie odpada jednak, gdy małżonek rażąco lub uporczywie naruszał swe obowiązki wobec rodziny bądź doprowadził do zawinionego rozkładu pożycia, choćby znalazł on wyraz tylko w separacji faktycznej, a do rozwodu nie doszło.


Kwestia winy nie jest więc bez znaczenia przy ocenie „ważnych powodów” i przyjmuje się, że art. 43 § 2 k.r.o. nie powinien działać na niekorzyść małżonka, któremu nie można przypisać winy.

Pozdrawiam,

Adwokat Dagmara Jagodzińska

rozwód, bielsko, adwokat, darowizna, nakłady, podział majątku, prawo rodzinne bielsko, kancelaria adwokacka, adwokat od rozwodów, adwokaci od rozwodów, prawo rodzinne bielsko

0