Your address will show here +12 34 56 78
Dziecko, Rodzina

W języku potocznym często używa się sformułowania: „samotni rodzice” – dlaczego Ty używasz do ich określania nazwy „samodzielni”. Czy to forma manifestu?


M. Gołda
: Ładnie to ujęłaś – tak, to forma manifestu. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, ale w sumie to ciekawy trop. Coś w tym jest… „Samotna matka” – to brzmi strasznie przygnębiająco! Sformułowanie „samodzielna mama” brzmi o wiele bardziej odpowiednio do to tego, jak się czułam, kiedy się rozwodziłam.


Z wykształcenia jestem m.in. językoznawcą. Powodowało to, iż naprawdę ważnym było dla mnie w tamtym czasie, aby nazwać siebie adekwatnie. Słowa mają swoją energię, prawda? Niestety, anachroniczne polskie nazewnictwo dla matek i ojców po rozstaniach czy rozwodach przewidywało tylko jedną formę – „samotny rodzic”, „samotna matka”. Zaczęłam więc nazywać siebie „mamą samodzielną”. Zaczęłam o tym mówić głośno. To było już dobrych parę lat temu. Najpierw wśród przyjaciół wypróbowywałam to określenie, później używałam go pośród znajomych z pracy. Większość reagowała entuzjastycznie.


Z czasem, gdy poznałam więcej rodziców w mojej sytuacji, dostawałam jednoznaczne pozytywny feedback: „tak, to jest to, jestem samodzielną mamą, jestem samodzielnym tatą”. Inni też chcieli tak siebie nazywać. Z takim określeniem o wiele łatwiej było im się utożsamić. I tak to zaskoczyło. Teraz już znasz historię tego sformułowania od kuchni…


Dzisiaj nie tylko sama używasz wspomnianego określenia, ale walczysz, by popularyzować je w przekazie masowym.


M. Gołda:
Oczywiście. Powiem więcej – chciałabym, aby także w języku urzędowym, zamiast „samotny rodzic” pojawiło się określenie „samodzielny rodzic”. Ostatnio, gdy wypełniałam PIT roczny, naprawdę miałam ochotę przekreślić „osoby samotnie wychowujące dzieci” i nadpisać „osoby samodzielnie wychowujące dzieci”.


Wierzę, że dzisiejsi rodzice po rozstaniach wcale nie muszą godzić się na tę przygnębiającą i negatywną łatkę „rodziców samotnych”
. W symboliczny sposób można powiedzieć, że to, co robię i jak pracuję na co dzień, z samodzielnymi rodzicami, w tym również mój kurs online dla Samodzielnych Rodziców – stanowi pewien pomost, którym każdy rodzic może przejść od stanu „samotności”, do stanu „samodzielności”.


Cieszę się też, że ten temat jest też podejmowany w mediach. Zawsze, gdy jestem zapraszana do radia albo telewizji w charakterze coacha i samodzielnej mamy, cieszę się, że mogę o tym mówić głośno. Wielu osobom zmienia to po prostu optykę, gdy widzą, że nie muszą wchodzić w rolę samotnych. Zwykle dostaję również wiele ciepłych słów od innych rodziców. To bardzo miłe. Ale przede wszystkim potrzebne.


Z jakimi trudnościami – w Twojej ocenie, spotykają się rodzice samodzielnie wychowujący dzieci?


M. Gołda
: To dobre pytanie, a jednocześnie… temat-rzeka. Przede wszystkim, rodzice samodzielnie wychowujący dzieci mają te same problemy, co inni rodzice, z tym że często są one pomnożone przez dwa. To, co się w pełnych rodzinach dzieli się na dwoje, rodzice samodzielni muszą dźwignąć sami. Najtrudniej jest, gdy pracujesz, dziecko jest małe i zachoruje. Wtedy naprawdę ciężko nawet wyjść do warzywniaka. Takie przyziemne sprawy mogą wydawać się błahe dla otoczenia, ale bywa że naprawdę przytłaczają, kiedy uzbiera się ich cała masa. Albo gdy musisz być w dwóch miejscach równocześnie, np. na przeciągającym się spotkaniu w pracy i w szatni w przedszkolu, żeby zdążyć odebrać swoje dziecko. Niełatwo bywa z jedną pensją w domu, a alimenty – umówmy się – przeważnie to „wacikowe kwoty”.


Gdzie zatem szukać pomocy?


M. Gołda:
Osobiście, zachęcam samodzielnych rodziców, aby dawali sobie pomóc i korzystali z pomocy bliskich, życzliwych im osób. Nam, „samodzielnym”, często towarzyszy typowy zestaw przekonań o tym, że „musimy sami”. Guzik-prawda, nie musimy. Ja sama, długo do tego dochodziłam. Za długo… Gdy wreszcie poszłam po rozum do głowy, odetchnęłam z ulgą. Okazało się, że wokół jest mnóstwo osób skorych do udzielenia mi pomocy.


„Drodzy samodzielni rodzice, nie musimy być superbohaterami. Otaczajmy się życzliwymi, pomocnymi osobami i pozwólmy sobie skorzystać z pomocnej dłoni. Rozstanie to nie jest żadna kara i żadnej ceny spłacać nie musicie. Nie musicie się umęczać i zamęczać”


I jeszcze jedno. Zróbcie, ile się tylko da,a by jak najlepiej ułożyć relacje z drugim rodzicem dziecka. Będziecie mogli wspierać się wzajemnie i pomagać sobie w potrzebie. To jest nieocenione. Warto poświecić na ułożenie tych relacji naprawdę dużo czasu i energii, bo procentuje to w przyszłości. Ja np. pamiętam, jak mój były mąż przyjeżdżał do mnie do domu, by pomóc mi przy chorym synku, kiedy mały miał ospę i trzeba było szybko wysmarować go gencjaną. Pierwszych kilka kropek znosił dzielnie, ale kiedy trzeba było wysmarować 150 kropek po kolei, dostawał szału. Były mąż przyjeżdżał i razem smarowaliśmy go w ekspresowym tempie, na cztery ręce, tata na plecach, ja z przodu. Wtedy udawało się z tym uwinąć, zanim synek zdążył wpaść w czarną rozpacz. Do dziś jest tak, że oboje wiemy, że w razie potrzeby możemy na siebie liczyć. Do takiego podejścia trzeba dojrzeć. Ale warto, naprawdę. Od czego zacząć? Od uzmysłowienia sobie, że jesteśmy rodzicami dziecka, które oboje bardzo kochamy, a zatem gramy do jednej bramki. To jest ważniejsze niż animozje z przeszłości.


A zatem wiedzę na temat samodzielnego rodzicielstwa czerpiesz z własnych doświadczeń?


M. Gołda:
Oczywiście. To moje główne źródło inspiracji. Kolejnym, równie ważnym, są spotkania z innymi samodzielnymi rodzicami. Znam ich wielu, prywatnie i zawodowo. Od kilku lat organizuję warsztaty, prowadzę sesje, a teraz jeszcze stworzyłam ten kurs. Chciałam, by znalazło się w nim maksimum potrzebnych treści, ale wyselekcjonowanych, takich naprawdę istotnych. Udało się skondensować tę wiedzę do 8 modułów, z czego jeden moduł poświęcony jest zagadnieniom prawnym. Było to możliwe dzięki wielu latom własnych doświadczeń, praktyce i byciu blisko doświadczeń innych ludzi w podobnej sytuacji.


W czym według Ciebie, pomóc ma Twój kurs?


M. Gołda:
Ten kurs pomaga przede wszystkim uporządkować sprawy po rozstaniu. Oczywiście nie jest to kurs o tym, kto ma wziąć piekarnik, a kto pralkę, ale o tym, jak rozmawiać ze sobą, aby dojść do porozumienia w tych i innych kwestiach. Mój kurs kładzie duży nacisk na komunikację i relacje z innymi. To z kolei, przydaje się nie tylko do doskonalenia umiejętności rozmawiania ze skonfliktowanym z nami, byłym współmałżonkiem, ale także do wchodzenia w inne, nowe relacje w przyszłości.


Mówiąc po kolei, mój kurs ma pomóc rodzicom po rozstaniu ułożyć sobie w głowie różne sprawy. To kurs coachingowy. Pomaga więc z dystansu spojrzeć na wydarzenia w naszym życiu po to, by odkryć w nich szanse, które warto wykorzystać. Ten kurs uczy również, jak radzić sobie z codziennymi wyzwaniami. Można tu znaleźć mnóstwo praktycznych narzędzi, np. uważnego obchodzenia się z emocjami. Ponadto pomaga świadomie budować relację z dziećmi; wyjaśnia, jak pomóc im odnaleźć się po rozstaniu rodziców. Można się z niego dowiedzieć, jak poukładać sobie w głowie sprawy miłości, przyszłych relacji, patchworków itd. Pozwala też poznać osoby w podobnej sytuacji.


Oprócz ćwiczeń coachingowych kurs pełen jest różnych przykładów z życia wziętych. A na takich przykładach znacznie łatwiej coś przećwiczyć. Można uniknąć błędów i zainspirować się. I wreszcie – dzięki obecności prawnika w jednym z modułów tego kursu, można dowiedzieć się bardzo wiele o prawnych aspektach rozstania.


Czy uważasz że praca w domowym zaciszu, bez udziału specjalisty – terapeuty czy psychologa, może okazać się wystarczająca?



M. Gołda:
Jestem o tym całkowicie przekonana. Gdybym nie była coachem, a terapeutą, to może odpowiedziałabym przecząco. Ale to kurs coachingowy, korzystający z metod coachingowych, oparty na coachingowych ćwiczeniach. Jest specjalnie zaprojektowany w ten sposób, by każdy, dosłownie każdy – mógł pracować z nimi samodzielnie. Ja nie wiem lepiej, co jest najlepszym wyjściem dla pani Kowalskiej; to pani Kowalska jest najlepszą ekspertką ds. swojego życia, nie jej coach. Ja tylko dostarczam narzędzi, które dopiero w rękach osoby zmotywowanej zaczynają działać. I wtedy potrafią zdziałać cuda. Ale to nie ja te cuda wyczarowuję. Ja inspiruję, prowadzę przez proces, wspieram. Cuda każdy ma swoje na taką skalę, na jaką się zaangażuje. Ponadto, praca w zaciszu domowym nie wymaga wychodzenia z domu. Samodzielny rodzic umie to docenić. Nie wymaga też nakładu środków takich, jak podczas indywidualnych sesji z coachem.


A dla dziecka? Jakie korzyści przynosi udział rodzica w Twoim kursie?


M. Gołda:
Trafne pytanie! Kurs przeznaczony jest oczywiście dla rodziców, ale dziecku, za pośrednictwem rodzica i zmiany jego zachowania, może również przynieść wiele korzyści. Porównałabym ten efekt do zaleceń, jakie dawane są rodzicom w samolocie – w razie gdyby ciśnienie w kabinie spadło, najpierw załóż maskę tlenową sobie, a dopiero potem dziecku.


Mówi się, że szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko. Dokładnie tak jest. W myśl tej zasady, można by dodać: „ogarnięty” po rozstaniu rodzic, to „ogarnięte” dziecko. Innymi słowy, kiedy my, dorośli, uporamy się z bólem po rozwodzie, nie będziemy przenosić go na dzieci. A o to przecież chodzi, prawda? Każdemu rodzicowi zależy na szczęściu dziecka i nie chce obarczać go swoimi problemami. W swoim kursie mówię o tym, jak to zrobić  i pokazuję, jak ćwiczyć to w domu. Omawiam też sporo sytuacji, które mogą spotkać samodzielnego rodzica, a z których on nawet nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Dzięki temu, zmniejszamy wiele lęków. Ten kurs mówi też sporo o tym, jak budować relacje z dziećmi oparte na empatii. To z kolei wnosi do tej relacji więcej spokoju, cierpliwości i wdzięczności w życiu rodzinnym.


Skąd pomysł, aby zawrzeć w Twoim Kursie część poświęconą prawu rodzinnemu i opiekuńczemu?


M. Gołda:
Znowu – pomysł z życia wzięty. Pracując nad kursem, rozmawiałam z wieloma osobami. Na sesjach, warsztatach, które prowadzę, ale również podczas pogłębionych wywiadów z samodzielnymi rodzicami, które przeprowadzałam, aby lepiej zrozumieć, czego mogą oczekiwać w tego typu kursie. „Przydałoby się w tym kursie jakieś wsparcie prawne”, słyszałam od nich. To dzięki ich zbiorowej mądrości pojawił się ten wątek. Jako coach nie chciałam wchodzić w buty prawnika, zaprosiłam więc do współpracy kogoś, kto zna się na tym lepiej, Jednocześnie postawiłam na osobę, którą znam i wiem, że ma świetne podejście do ludzi, mec. Dagmarę Jagodzińską.


W jaki sposób można zapoznać się z Kursem?



M. Gołda:
To, czy kurs może nam się przydać, czy jest czymś, co faktycznie nas interesuje, możemy łatwo sprawdzić na stronie samego kursu www.samodzielnirodzice.com. Na stronie znajdują się szczegóły tego, co obejmuje kurs i jak można z niego skorzystać. Pragnę, aby kurs ten, okazał się na tyle trafny i pomocny, żeby każdy samodzielny rodzic mógł wracać do niego po wielokroć i wyciągąć z niego jak najwięcej korzyści dla siebie i swojego dziecka. Tego właśnie życzę wszystkim Samodzielnym rodzicom.

0

Małżeństwo

Pytanie wybranej Czytelniczki: Jestem w trakcie postępowania rozwodowego z moim małżonkiem. Mąż prowadzi od lat działalność gospodarczą, która w chwili obecnej, z uwagi na postępujący spadek formy psychicznej męża – chyli się ku upadkowi. Powoli napływać zaczynają pod nasz wspólny adres zamieszkania, pierwsze wezwania do zapłaty oraz ponaglenia. Rozwód ciągnie się już ponad pół roku, a ja obawiam się narastania kolejnych długów… Co zrobić, aby zabezpieczyć się przed postępującym zadłużeniem?”


Odpowiedzi udziela:
Adwokat Dagmara Jagodzińska


Rozwód, nawet najmniej skomplikowany – trwa przez pewien czas. Od chwili złożenia pozwu, aż po uzyskanie prawomocnego orzeczenia o rozwiązaniu małżeństwa mija najczęściej od jednego do nawet kilkunastu miesięcy. W międzyczasie, małżonkowie funkcjonują w swoistym „stanie przejściowym” pomiędzy faktycznym zakończeniem wspólnego pożycia, a formalnym rozdzieleniem ich od siebie pod względem prawnym oraz… majątkowym.


Wypada bowiem wskazać, iż o ile małżonkowie, w czasie trwania małżeństwa nie zawarli tzw. intercyzy (czyt. umowy małżeńskiej majątkowej), która wprowadzałaby pomiędzy nimi system rozdzielności majątkowej umownej, najpewniej pozostają w dalszym ciągu w systemie automatycznej, wspólności ustawowej małżeńskiej, powstałej między nimi z chwilą wstąpienia w związek małżeński. Co niezwykle istotne, wspomniana wspólność trwa pomiędzy małżonkami, aż do czasu prawomocnego rozwiązania ich małżeństwa, a zatem utrzymuje się także przez cały czas trwania postępowania o rozwód – przed Sądem I oraz II instancji, aż do dnia uprawomocnienia się wyroku orzekającego rozwód tych małżonków.


Skoro zaś, w okresie tym, małżonkowie pozostają w ustroju wspólności majątkowej małżeńskiej, oznacza to, iż w dalszym ciągu – rzeczy nabywane przez jednego z nich (poza enumeratywnie wymienionymi w przepisach wyjątkami) trafiają do wspólności majątkowej małżeńskiej, z kolei długi zaciągane przez każdego z małżonków, obciążają tę wspólność.


Sytuacja nie jest jednak beznadziejna. Po pierwsze bowiem, należy pamiętać o treści art. 41 par. 2 Kr.o. Zgodnie z cytowanym tu artykułem, w sytuacjach w których małżonek zaciągnął zobowiązanie bez zgody drugiego małżonka albo zobowiązanie jednego z małżonków nie wynika z czynności prawnej, wierzyciel może żądać zaspokojenia z majątku osobistego dłużnika, z wynagrodzenia za pracę lub z dochodów uzyskanych przez dłużnika z innej działalności zarobkowej, jak również z korzyści uzyskanych z jego praw, o których mowa w art. 33 pkt 9, a jeżeli wierzytelność powstała w związku z prowadzeniem przedsiębiorstwa, także z przedmiotów majątkowych wchodzących w skład przedsiębiorstwa. Zakres odpowiedzialności małżonka oczekującego na orzeczenie rozwodu, za zobowiązania zaciągnięte przez drugiego z małżonków, zależał będzie więc w zasadzie od tego, czy małżonek który zaciągnął zobowiązanie, uczynił to za zgodą współmałżonka, czy też bez takiej zgody. Jeżeli małżonek zaciągnął zobowiązanie za zgodą drugiego małżonka, wierzyciel może żądać zaspokojenia nie tylko z majątku osobistego dłużnika, ale także z całego majątku wspólnego małżonków.


Po drugie, istnieją rozwiązania umożliwiające doprowadzenie do ustania systemu wspólności majątkowej małżeńskiej, przed rozwodem. Najprostszą formą zabezpieczenia interesów majątkowych małżonka oczekującego na rozwód, byłoby więc np zawarcie ze współmałżonkiem tzw. intercyzy – umowy małżeńskiej majątkowej o ustanowieniu rozdzielności. Na jej zawarcie, niezbędna pozostawać będzie jednak zgoda współmałżonka, który winien stawić się w wybranej kancelarii notarialnej i zawrzeć Umowę, jako jedna z jej stron.


Co jeśli zgody tej brakuje? Pozostają już tylko dwa wyjścia. Można czekać na orzeczenie rozwodu, którego prawomocne orzeczenie spowoduje wprowadzenie pomiędzy małżonkami z automatu – systemu rozdzielności majątkowej, albo wybrać drogę kolejnego postępowania sądowego. Jedyną bowiem (poza umową) drogą ustanowienia rozdzielności majątkowej małżonków, przed orzeczeniem rozwodu, pozostawać będzie złożenie osobnego pozwu – tym razem, skierowanego do sądu rejonowego. Sąd ten, rozpozna wówczas sprawę o przymusowe ustanowienie rozdzielności majątkowej małżeńskiej; jeśli złożony zostanie odpowiedni pozew, także  z datą wsteczną. Spowoduje to jednak, iż obie sprawy – o rozwód i o rozdzielność – będą toczyć się równolegle. Istotna pozostawać będzie przy tym, data zapoczątkowania postępowania o ustanowienie rozdzielności. Zgodnie z Uchwała SN z dnia 14.4.1994 r., III CZP 44/94:


„Chociaż wspólność majątkowa istniejąca między małżonkami ustaje także z chwilą uprawomocnienia się wyroku rozwodowego, to w orzecznictwie Sądu Najwyższego utrwalony jest pogląd, że orzekanie o zniesieniu małżeńskiej wspólności majątkowej z mocą wsteczną jest dopuszczalne także po prawomocnym rozwiązaniu związku małżeńskiego przez rozwód, jeżeli powództwo zostało wytoczone przed tą datą (tak Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 5 listopada 1993 r. III CZP 161/93, Wokanda 1994/1/4 oraz w uchwale z dnia 14 kwietnia 1994r. III CZP 44/94, OSNCP 1994, nr 10, poz. 190)”


Należy zatem dopilnować, aby w powyższej sytuacji, powództwo w sprawie o ustanowienie rozdzielności majątkowej małżonków, także z datą wsteczną – złożone zostało przed prawomocnym zakończeniem postępowania w sprawie o rozwód. Jak widać, mowa tu jednak o kolejnym procesie sądowym. Warto poczekać zatem z jego wszczęciem na moment powstania realnego ryzyka narastania długów.

#władza rodzicielska bielsko, adwokat od spraw rodzinnych, kancelaria rodzinna bielsko, alimenty bielsko, rozwód, bielsko, adwokat, prawo rodzinne bielsko, kancelaria adwokacka, adwokat od rozwodów, adwokaci od rozwodów, prawo rodzinne bielsko, kontakty z dzieckiem, uregulowanie kontaktów z dzieckiem, kontakty z dzieckiem bielsko, sprawy rodzinne adwokat bielsko

0

Małżeństwo

Nawiązując z Klientem Kancelarii rozmowę dotyczącą sposobu w jaki planuje on określić swoje stanowisko procesowe w postępowaniu o rozwód, rozpoczynam od pytań dotyczących przewidywanego przez niego sposobu dochodzenia w procesie kwestii: winy swojej i małżonka za rozkład pożycia, władzy rodzicielskiej nad małoletnimi dziećmi i miejsca zamieszkania tych ostatnich, kontaktów z małoletnimi dziećmi, alimentów na dzieci, ewentualnie także na małżonka, a wreszcie… sposobu korzystania ze wspólnego domu lub mieszkania małżonków, po rozwodzie. Najczęściej wówczas pojawia się pytanie o to, czy mowa tu o podziale majątku dorobkowego małżonków po rozwodzie. Zbieżność skojarzeń jest jednak myląca.


Zgodnie z art. 58 § 2 Kr.o. jeżeli małżonkowie zajmują wspólne mieszkanie, sąd w wyroku rozwodowym orzeka także o sposobie korzystania z tego mieszkania przez czas wspólnego w nim zamieszkiwania rozwiedzionych małżonków. W wypadkach wyjątkowych, gdy jeden z małżonków swym rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie, sąd może nakazać jego eksmisję na żądanie drugiego małżonka. Na zgodny wniosek stron sąd może w wyroku orzekającym rozwód orzec również o podziale wspólnego mieszkania albo o przyznaniu mieszkania jednemu z małżonków, jeżeli drugi małżonek wyraża zgodę na jego opuszczenie bez dostarczenia lokalu zamiennego i pomieszczenia zastępczego, o ile podział bądź jego przyznanie jednemu z małżonków są możliwe.


Czymś innym jest bowiem ustalenie tego, w jaki sposób małżonkowie, zamieszkujący ze sobą w dalszym ciągu, w jednym lokalu, mają podzielić się faktycznym korzystaniem z tego lokum, czymś innym zaś – zniesienie zachodzącej pomiędzy nimi dotąd, wspólności majątkowej małżeńskiej, składnika jakim pozostaje wspólny lokal bądź dom.


Dla rozróżnienia zatem:


1.
Sytuacja pierwsza, dotyczyć będzie małżeństwa X i Y, które w chwili orzekania rozwodu w dalszym ciągu zamieszkiwało będzie wspólnie i planowało zamieszkiwać w ten sposób po rozwodzie (choćby z uwagi na brak alternatyw); wówczas to, Sąd może postanowić, iż X korzystał będzie z pomieszczeń znajdujących na parterze budynku mieszkalnego niegdyś wspólnie użytkowanego przez strony, zaś Y zamieszkiwała będzie na jego piętrze, przy czym z kuchni i łazienki strony korzystać będą wspólnie.


2.
Sytuacja druga dotyczyć będzie małżeństwa A i B, planującego dokonać zniesienia współwłasności lokalu/budynku wchodzącego w skład ich wspólności majątkowej małżeńskiej, tj. A i B nie będą zainteresowani wspólnym zamieszkiwaniem po rozwodzie, a dążyć będą do zapewnienia sobie warunków życia w pojedynkę, m.in. na skutek dopełnienia wszelkich rozliczeń wynikających z podziału ich majątku.


O sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania
sąd orzeka więc w zasadzie wtedy, gdy w chwili wydania wyroku rozwodowego małżonkowie zajmują to mieszkanie, tzn. faktycznie z niego korzystają. Jednakże sąd może orzec o sposobie korzystania z tego mieszkania także w wypadku, gdy małżonek nie przebywa w nim tylko przejściowo, w szczególności gdy – nie rezygnując ze wspólnego mieszkania – zmuszony był je opuścić na skutek samowolnego, sprzecznego z prawem lub zasadami współżycia społecznego, postępowania drugiego małżonka.


O podziale majątku w rozwodzie traktuje art. 58 § 3
K.r.o. zgodnie z którym na wniosek jednego z małżonków sąd może w wyroku orzekającym rozwód dokonać podziału majątku wspólnego, jeżeli przeprowadzenie tego podziału nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu.


Jak podkreśla doktryna, podział majątku w trakcie rozwodu (separacji) różni się od podziału dokonanego po ustaniu wspólności:

1) trybem, albowiem następuje w procesie;

2) może być przeprowadzony, jeżeli nie wpłynie na nadmierną zwłokę w postępowaniu rozwodowym;

3) skuteczność podziału jest uzależniona od prawomocnego orzeczenia rozwodu [1]


Warunkiem orzekania przez Sąd o podziale majątku dorobkowego małżonków w rozwodzie pozostaje zatem taki układ procesowy, który gwarantuje możliwość szybkiego, a w praktyce najczęściej – ugodowego rozstrzygnięcia o tej kwestii.  Następuje więc wówczas, gdy między stronami nie ma sporu co do składu i sposobu podziału tego majątku lub wyjaśnienie spornych między stronami okoliczności bądź też takich okoliczności, które sąd obowiązany jest ustalić z urzędu, wymaga przeprowadzenia postępowania dowodowego w ograniczonym przedmiotowo i czasowo zakresie (Orzecznictwo SN: III CZP 30/77, V CZ 25/16)


Z uwagi na fakt, iż sytuacje takie zdarzają w praktyce dość rzadko, niepisana reguła zakłada, iż w procesie rozwodowym rozstrzyga się co najwyżej o kwestii sposobu korzystania przez małżonków ze wspólnego lokum po rozwodzie, zaś o kwestii szczegółowego podziału majątku dorobkowego małżonków po ustaniu ich wspólności majątkowej, na skutek rozwiązania ich małżeństwa – orzeka się dopiero na etapie postępowania o podział majątku dorobkowego prowadzonego przed innym Sądem (sądem rejonowym, podczas gdy o rozwodzie orzeka sąd okręgowy), po uprawomocnieniu się wyroku orzekającego rozwód. Na zgodny wniosek małżonków o nieorzekanie przez Sąd rozwodowy, o sposobie korzystania z mieszkania przez małżonków po rozwodzie, Sąd okręgowy zaniecha jednak orzekania w wyroku rozwodowym także i w tej kwestii.


Pozdrawiam,
Adwokat Dagmara Jagodzińska
  

0