Your address will show here +12 34 56 78
Dziecko
Adwokat Dagmara JagodzińskaAdwokat Dagmara Jagodzińska - Bielsko-Biała - Kancelaria Adwokacka – 

Członkini bielsko-bialskiej Okręgowej Izby Adwokackiej.
Prowadzi swoją Kancelarię Adwokacką w Bielsku-Białej.
Kancelaria specjalizuje się w szczególności w świadczeniu pomocy prawnej i poradnictwa prawnego w sprawach o rozwód, separację, władzę rodzicielską, alimenty, kontakty z małoletnimi, podział majątku dorobkowego po rozwodzie i inne.

Przyjrzyjmy się zagadnieniu władzy rodzicielskiej, a dokładniej kwestii jej ograniczania i pozbawiania. Instytucje te, często mylone są przez Klientów. Wielu z nich słysząc o wniosku o ograniczenie władzy rodzicielskiej, zawartym np. w pozwie rozwodowym – niemal automatycznie odbiera rzeczone żądanie strony przeciwnej jako afront ukierunkowany na pozbawienie ich praw do dziecka. Tymczasem pomiędzy ograniczeniem a pozbawieniem władzy rodzicielskiej istnieje spora różnica, a niektóre rozwiązania wymuszane są dobrem dziecka i sprawnością działania w jego sprawach.

Aby jednak prawidłowo pojąć mechanizmy umożliwiające Sądom rozporządzanie tzw. „władzą rodzicielską”, należy odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest władza rodzicielska?

 

Powołując się na art. 95 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, władza rodzicielska obejmuje obowiązek oraz prawo rodziców do sprawowania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka oraz do wychowania go ze szczególnym poszanowaniem jego godności i praw. Władza ta, która jest zbiorem praw i obowiązków jakie rodzic posiada od momentu narodzenia się dziecka, bądź jego przysposobienia, musi być wykonywana w taki sposób jak wymaga tego dobro dziecka. Notabene sformułowanie “dobro dziecka” jest niezwykle istotne z perspektywy prawa, co zostanie wskazane w owym artykule poniżej.

 

Należytym zatem wydaje się zacząć od zagadnienia, które wydaje się być “lżejsze” gatunkowo i wprowadza mniej przykre konsekwencje dla uczestników postępowania. Mowa tu o ograniczeniu władzy rodzicielskiej. Jak wskazuje na to sam nazwa, mowa tu jedynie o „ograniczeniu” władzy rodzica a nie całkowitym pozbawieniu go praw. Stanowi to pierwszą różnicę pomiędzy dwoma tytułowymi instytucjami.

 

Warto zwrócić uwagę, iż władza rodzicielska może być ograniczana w różnym stopniu i może być to ograniczenie zarówno pogłębiane jak i uszczuplane. Zwykle ograniczając władzę rodzicielską Sąd pozostawia rodzicowi, którego władzę ograniczył prawo do współdecydowania o wszelkich istotnych sprawach dotyczących małoletniego. Bywa jednak, iż z uwagi na brak możliwości porozumienia rodziców w określonej dziedzinie jak np. w zakresie leczenia lub edukacji, Sąd pozostawia rodzicowi prawo do współdecydowania o wszelkich istotnych sprawach dziecka z wyłączeniem określonego ich rodzaju np. tylko leczenia, tylko edukacji lub jednego i drugiego.

 

Ograniczenie władzy rodzicielskiej przede wszystkim następuje w wyniku zagrożenia dobra dziecka i może dotyczyć zarówno ojca jak i matki. Może być również skutkiem rozłączenia się rodziców np. poprzez rozwód. Zdarza się to przede wszystkim wówczas, gdy z uwagi na konflikt występujący między rodzicami dziecka – nie są oni w stanie wznieść się ponad własne animozje i ze szkodą dla dziecka, nie potrafią porozumieć się w jego sprawach.

 

W tej drugiej przytoczonej sytuacji Sąd Rodzinny może przy okazji rozwiązania małżeństwa stron orzec jednocześnie o ograniczeniu praw rodzicielskich jednego z nich do określonych obowiązków i praw wskazanych przez Sąd, czyli np. do współdecydowania o przyszłej edukacji dziecka, bądź też wyrażania zdania na temat jego leczenia. Może też, jak wskazano to powyżej – zachować prawo rodzica do współdecydowania o wszystkich „istotnych” sprawach małoletniego, z wyłączeniem określonych och obszarów (zwykle tych, w ramach, których rodzice nie są w stanie odnaleźć porozumienia, w sposób zagrażający dobru małoletniego).

 

Nieco bardziej skomplikowanie jawi się wątek ograniczanie władzy rodzicielskiej z powodu zagrożenia dobra dziecka w rozumieniu art. 109 Kro. Mowa tu o szczególnym trybie interwencyjnym wdrażanym wówczas, gdy z pewnych względów – dziecku, jego życiu, zdrowiu, moralności, prawidłowemu wychowaniu, jego edukacji, itp. zagraża niebezpieczeństwo. W orzecznictwie wskazuje się m.in. na sytuacje w których osobisty kontakt rodzica z dzieckiem sprawia, iż małoletni znajduje się w sytuacji zagrażającej jego zdrowiu i życiu oraz gdy rodzic swoim zachowaniem doprowadza do demoralizacji dziecka. Jako przykłady takich zachowań można podać fakt zajmowania się dzieckiem pod wpływem alkoholu lub substancji psychoaktywnych, ignorowanie przez rodzica obowiązku szkolnego lub uniemożliwianie dziecku odbycia operacji ratującej jego życie.

 

Gdy miejsce mają wspomniane wyżej przesłanki, może dojść do zastosowania następujących rozwiązań:

  • Sąd może wydać rodzicom oraz dziecku nakaz konkretnego postępowania np. udanie się całej rodziny do specjalistów zajmujących się terapią rodzinną lub skierować małoletniego do placówki wsparcia dziennego, jednocześnie cały czas sprawując kontrolę nad sytuacją w rodzinie,
  • określić jakich czynności rodzice małoletniego nie mogą dokonywać bez uprzedniej zgody ze strony Sądu,
  • poddać wykonanie władzy rodzicielskiej stałemu nadzorowi kuratora sądowego,
  • skierować małoletniego do instytucji sprawującej częściową pieczę nad dziećmi,
  • zarządzić umieszczenie małoletniego np. w rodzinie zastępczej lub rodzinnym domu dziecka,
  • powierzyć zarząd majątkiem małoletniego ustanowionemu w tym celu kuratorowi.

 

Jak wyglądają kwestie formalne?

 

Jeżeli chce się ograniczyć rodzicom lub jednemu z nich władzę rodzicielską, należy złożyć odpowiedni wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej do Sądu rejonowego, w którego obrębie mieszka małoletni. Wskazane pismo procesowe może złożyć jedno z rodziców dziecka. W trybie interwencyjnym opisanym w art. 109 KRO może złożyć go także każda inna osoba, która posiada wiedzę o zdarzeniach, które wskazują na to, iż dziecko znajduje się w stanie zagrożenia lub jest zaniedbywane. Powyższy wniosek można złożyć osobiście lub poprzez pełnomocnika. Warto pamiętać, iż orzekanie o kwestii władzy rodzicielskiej jest także przedmiotem orzeczenia Sądu Okręgowego orzekającego o rozwodzie (wówczas składanie oddzielnego wniosku do Sądu Rejonowego mija się z celem).

 

Warto również pamiętać, że Sąd może wszcząć takie postępowanie z urzędu. Gdy dochodzi do takiej sytuacji, rodzice małoletniego dostają odpowiednie zawiadomienie, a także możliwość przedstawienia na rozprawie własnych dowodów oraz powołania własnych świadków.

 

Jakie konsekwencje niesie za sobą ograniczenie władzy rodzicielskiej?

 

Jak wskazuje na to samo pojęcie “ograniczenie”, władza rodzicielska w takim przypadku jest w pewien sposób uszczuplona i oboje rodziców albo jeden z nich, traci prawo do korzystania ze wszystkich przywilejów jakie niesie za sobą pełnia władzy rodzicielskiej. Skutkiem może być przykładowo to, że niektóre decyzje będą znajdować się poza jego zasięgiem (podejmować będzie je wyłącznie drugi rodzic albo Sąd rodzinny). Nie da się ukryć, że taka sytuacja dość mocno godzi w codzienny komfort życia rodzinnego – rodzice nie posiadają bowiem pełnej swobody w wychowywaniu własnych pociech.

 

Najdalej idącym skutkiem jaki może zaistnieć po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku o ograniczeniu władzy rodzicielskiej w trybie art. 109 KRO jest umieszczenie małoletniego w rodzinie zastępczej. Owo rozwiązanie stosowane jest wówczas, gdy obojgu rodzicom ograniczane jest prawo do wychowywania małoletniego.


AUTOR: Wiktoria Żelazińska
Ambitna i utalentowana absolwentka Liceum ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej w Bielsku-Białej na profilu humanistycznym, a obecnie studentka prawa na Wyższej Szkole Finansów i Prawa w Bielsku-Białej. Laureatka konkursu Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach na temat historii polityki. Uczestniczka konkursu Debaty Oksfordzkie. Posiada doświadczenie zawodowe w dziedzinie upadłości osób fizycznych. Interesuje się prawem, polityką i kryminologią.



0

Małżeństwo
Adwokat Dagmara JagodzińskaAdwokat Dagmara Jagodzińska - Bielsko-Biała - Kancelaria Adwokacka – 

Członkini bielsko-bialskiej Okręgowej Izby Adwokackiej.
Prowadzi swoją Kancelarię Adwokacką w Bielsku-Białej.
Kancelaria specjalizuje się w szczególności w świadczeniu pomocy prawnej i poradnictwa prawnego w sprawach o rozwód, separację, władzę rodzicielską, alimenty, kontakty z małoletnimi, podział majątku dorobkowego po rozwodzie i inne.


keep reading

0

Dziecko, Małżeństwo, Rodzina
Adwokat Dagmara JagodzińskaAdwokat Dagmara Jagodzińska - Bielsko-Biała - Kancelaria Adwokacka
Kancelaria Adwokacka w Bielsku-Białej



Aktualnie panujący stan epidemii koronawirusa, generuje istotne zmiany w wielu obszarach życia naszych Klientów. Jednym z nich, pozostaje bez wątpienia obszar ich finansów. Także tych, domowych…


Gros spośród sektorów gospodarki zostało dotkliwie spowolnionych. W wielu przedsiębiorstwach doszło do sytuacji znacznego pogorszenia ich kondycji finansowej. W bezpośredniej konsekwencji pociągnęło to za sobą, obniżenie dochodów przedsiębiorców oraz pracowników.


Zmiany te, zaczęły przynosić za sobą coraz więcej pytań, dotyczących tematyki spraw prawno-rodzinnych. Jednym z najczęściej powtarzanych, pozostaje pytanie o to: czy koronawirus wpłynie na wysokość alimentów?  


Z pewnością rozczaruje Państwa fakt, iż na ten moment, trudno wyrokować o tym w sposób jednoznaczny.
Niestety jednak, tak postawiona odpowiedź na zadane wyżej pytanie, wydaje się jedyną, słuszną.


Należy bowiem pamiętać o tym, iż sytuacja koronawirusa, z perspektywy polskiego wymiaru sprawiedliwości, jest wciąż sytuacją „świeżą”. Do Sądów zaczęły już co prawda wpływać pozwy i wnioski z nią związane, niemniej przez szczególny, z oczywistych względów – spowolniony i atypowy tryb, w jakim Sądy zmuszone są działać w chwili obecnej – nie zdążyła jeszcze wykształtować się żadna ,”utrata” linia orzecznicza w tym przedmiocie.


Nie sposób zatem przesądzać w sposób dostatecznie pewny, iż co do zasady, koronawirus i związane z nim pogorszenie sytuacji majątkowej osób zobowiązanych do płacenia alimentów lub uprawnionych do ich pobierania – wpłynie istotnie na zmiany w zakresie wysokości świadczeń alimentacyjnych, ustalonych do tej pory.


Rozważania w tym przedmiocie należałoby bowiem podzielić na dwie sfery: prawną i faktyczną.


W sferze prawnej
, zmiana wysokości dochodów osoby zobowiązanej do łożenia alimentów (a zatem poprawa lub pogorszenie się, tzw. możliwości majątkowych i zarobkowych zobowiązanego do alimentacji), może stanowić podstawę do zmiany wysokości zasądzonych od niej alimentów.  


Wynika to z faktu obowiązywania art. 138 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, zgodnie z treścią którego: „w razie zmiany stosunków można żądać zmiany orzeczenia lub umowy dotyczącej obowiązku alimentacyjnego”. Należy także pamiętać o treści art. 135 § 1  Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego zgodnie z którą, zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.


W kontekście obowiązywania w.w. norm prawnych istnieje zatem podstawa do przyjęcia, iż pogorszenie się sytuacji materialnej osoby zobowiązanej do uiszczania alimentów na rzecz osób trzecich, a zatem pomniejszenie zakresu możliwości majątkowych i zarobkowych zobowiązanego do alimentacji – może stanowić podstawę do zmniejszenia wysokości alimentów.


Należy jednak wziąć pod uwagę drugą ze wskazanych wyżej sfer – sferę faktyczną.


W praktyce bowiem nie jest wiadome jak długo potrwa jeszcze sytuacja związana z epidemią. Oznacza to, iż nie jest do końca pewne, czy argument pogorszenia się sytuacji materialnej osoby zobowiązanej do uiszczania alimentów, posiadał będzie charakter trwały. Innymi słowy, nie jest powiedziane, iż jeśli w kolejnym miesiącu – wysokość dochodów zobowiązanego wróci do normy, Sąd weźmie pod uwagę argument tak krótkotrwałej i przejściowej „zmiany stosunków” za argument dostateczny, aby uzasadniał on trwałe obniżenie wysokości świadczeń alimentacyjnych.


Nadto, wypada podkreślić, iż aktualny stan epidemii wpływa niekorzystnie na sytuację materialną większości Polaków (a zatem nie tylko na sytuację materialną osób zobowiązanych do alimentacji, ale i tych, które pobierają alimenty lub gospodarują nimi na rzecz uprawnionych, jak np. ma to miejsce w przypadku rodziców pobierających alimenty na rzecz małoletnich dzieci).

Nie sposób zatem wykluczyć, iż argumenty strony uprawnionej do pobierania alimentów, pozostawać będą analogiczne. W tym podobnej sytuacji niewykluczone stanie się więc również uznanie przez Sąd podstaw do zwiększenia wysokości alimentów zasądzonych do tej pory na rzecz uprawnionego, którego sytuacja materialna w wyniku stanu epidemii, pogorszyła się znacząco.


Jak widać, dopiero przyszłość pokaże to, jakie konkretnie orzeczenia Sądów powszechnych będą dominować w tym przedmiocie. Warto jednak wiedzieć, iż mamy w polskim prawie przepisy, których ponadczasowa treść, może znaleźć zastosowanie nawet do sytuacji tak nietypowych, jak aktualna.    


Pozdrawiam,
Adwokat Dagmara Jagodzińska

0

Małżeństwo
Adwokat Dagmara Jagodzińska - Bielsko-Biała - Kancelaria AdwokackaAdwokat Dagmara Jagodzińska – 

Członkini bielsko-bialskiej Okręgowej Izby Adwokackiej.
Prowadzi swoją Kancelarię Adwokacką w Bielsku-Białej.
Kancelaria specjalizuje się w szczególności w świadczeniu pomocy prawnej i poradnictwa prawnego w sprawach o rozwód, separację, władzę rodzicielską, alimenty, kontakty z małoletnimi, podział majątku dorobkowego po rozwodzie i inne.


keep reading

0

Małżeństwo
Adwokat Dagmara Jagodzińska - Bielsko-Biała - Kancelaria AdwokackaAdwokat Dagmara Jagodzińska – 

Członkini bielsko-bialskiej Okręgowej Izby Adwokackiej.
Prowadzi swoją Kancelarię Adwokacką w Bielsku-Białej.

Kancelaria Adwokacka Adwokat Dagmary Jagodzińskiej świadczy usługi kompleksowej, fachowej pomocy prawnej w sprawach z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego, szeroko rozumianego prawa cywilnego, w tym prawa spadkowego, prawa umów i innych stosunków zobowiązaniowych.

Kancelaria specjalizuje się w szczególności w świadczeniu pomocy prawnej i poradnictwa prawnego w sprawach o rozwód, separację, władzę rodzicielską, kontakty z małoletnimi, podział majątku dorobkowego po rozwodzie, zniesienie współwłasności, sprawach wynikających z umów darowizny oraz stosunków spadkowych w rodzinie.

Laureatka Plebiscytu Orły Prawa – Wybór Klientów 2018 i zdobywczyni tytułu Złote Orły Prawa 2018, dzięki któremu przez organizatorów Plebiscytu, w oparciu o ocenę Klientów, Kancelaria zaliczona została do grona 1,9 % najlepszych przedsiębiorstw branży prawniczej w Polsce.

 


Dziś, w rozmowie z Joanną Wloch – Mediatorem sądowym.

„Wojny rozwodowe – czyli tryptyk o mediacjach przy rozstaniu”.

Część I: „Gdy wszystko się wali…”


Gdy rozwód za pasem – spokojne i konstruktywne rozmowy ze współmałżonkiem to zapewne ostatnie na co liczymy. Często zauważam, że strony są o krok od osiągnięcia porozumienia, które pomogłoby im przeprowadzić rozwód możliwie jak najsprawniej i najmniej boleśnie. Żywe wciąż emocje uniemożliwiają im jednak merytoryczną konwersację, a zamiast sprzyjać porozumieniu – zaogniają jedynie konflikt. Czy w Pani opinii, obecność mediatora przy rozmowach małżonków poprzedzających rozwód lub odbywających się w jego trakcie, naprawdę może przyśpieszyć i usprawnić rozwód?


Stały mediator sądowy – mgr Joanna Włoch: Potoczne powiedzenie mówi, że między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka linia. Chyba najbardziej prawdziwe jest to stwierdzenie w momencie, gdy rozchodzą się drogi wcześniej bliskich sobie osób. Zawiedzione oczekiwania, rozczarowanie, zdrada to tylko niektóre uczucia i sytuacje, które prowadzą do decyzji o rozstaniu. Rzadko się zdarza, że osoby przytłoczone negatywnymi emocjami potrafią spokojnie, rzeczowo rozmawiać w celu ustalenia zasad, na jakich ich związek się zakończy.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że rozstanie to konieczność podjęcia szeregu decyzji, które uporządkują i podzielą wcześniejszą wspólnotę na dwa odrębne światy.
Sytuacja staje się tym trudniejsza, im więcej uzgodnień w obszarach wcześniejszego wspólnego życia należy podjąć. Wzajemna niechęć, oskarżenia, różne wizje opieki nad dziećmi, podział wspólnoty majątkowej prowadzą do coraz większej trudności w komunikacji a w efekcie całkowitego zerwania relacji i możliwości porozumienia. To właśnie ten moment, w którym strony powinny zdecydować się na skorzystanie z usług profesjonalnego, doświadczonego mediatora w sprawach rodzinnych. Tu może rodzić się pytanie: gdzie szukać i czym się kierować wybierając mediatora do swoje sprawy. Każdy Sąd Okręgowy na swoich stronach internetowych ma zamieszczoną listę, która jest wykazem mediatorów sądowych. Korzystając z tych informacji można mieć pewność, że osoba tam figurująca była sprawdzona pod względem uprawnień do pełnienia zawodu mediatora. Ponadto zamieszczone są informację dotyczące specjalizacji ( mediacje rodzinne, cywilne, gospodarcze, handlowe), wykształcenia oraz rejonu pracy danego mediatora sądowego. W tym zakresie można również kierować się rekomendacją bliskich czy znajomych, którzy korzystali z usług mediatora lub poszukać wskazówek na stronach internetowych.

Osoby, które już na tym etapie współpracują z kancelarią adwokacką, mogą o polecenie zapytać mecenasa. Kancelarie, które dbają o kompleksową obsługę swoich klientów, często współpracują z profesjonalnymi mediatorami. Pamiętać należy, że to zawsze i na każdym etapie sprawy rozwodowej czy separacyjnej decyzja co do wyboru mediatora należy do strony. Nawet w mediacjach ze skierowania sądowego, w których jest wskazany mediator, strony postępowania mogą wedle swojego uznania wskazać innego specjalistę w tym zakresie. Kolejna niepewność może się rodzić w zakresie kto i kiedy może przystąpić do mediacji. Strony mogą zgłosić się wspólnie, ale również może być to inicjatywa jednej osoby. Wtedy to w jej imieniu mediator zaprosi do spotkań partnera czy małżonka. Mediacje można rozpocząć w dowolnym momencie procesu rozwodowego czy separacyjnego, ale dobrze kierować się tu zasadą „im szybciej tym lepiej”. Pozwoli to zaoszczędzić czas, samopoczucie i często pieniądze związane z długotrwałym procesem sądowym. Zatem dlaczego to właśnie mediacje mają być dobrym rozwiązaniem w trudnej, traumatycznej sytuacji rozstania.

Mediacje można prowadzić przy obecności wszystkich zainteresowanych lub indywidualnie z każdą stroną konfliktu. Często obniża to napięcie i trudne emocje, pozwala zachować dystans i obiektywizm. Odpowiednio stworzone warunki sprzyjają realnej ocenie sytuacji, pomagają analizować fakty i podejmować świadome decyzje. Mediator może proponować pewne rozwiązania, zwłaszcza jeśli jest specjalistą w zakresie pedagogiki, psychologii, prawa rodzinnego. Pamiętać należy, że gdy wniosek o rozwód, opiekę nad dziećmi, alimenty, podział majątku trafia na wokandę, strony nie skorzystały z mediacji zakończonych ugodą, to sąd zdecyduje w powyższych kwestiach za samych zainteresowanych. Można za tym powiedzieć, że udział w procesie mediacji daje możliwość decydowania o własnym życiu bez pozostawiania istotnych, kluczowych kwestii w osądzie osób trzecich

www.mediacjeirozwody.pl

W kolejnych felietonach z cyklu: II – Przebieg procesu mediacji – czego możemy się spodziewać? III – Mediacje zakończone i co dalej?

władza rodzicielska, alimenty bielsko, rozwód, bielsko, adwokat, prawo rodzinne bielsko, kancelaria adwokacka, adwokat od rozwodów, adwokaci od rozwodów, prawo rodzinne bielsko, kontakty z dzieckiem, uregulowanie kontaktów z dzieckiem, kontaktyzdzieckiembielsko, sprawyrodzinneadwokatbielsko

0

Małżeństwo

Częstokroć zdarza się, iż podczas wizyt w mojej Kancelarii, Klienci zadają mi pytanie o to, w jakich okolicznościach dochodzi do orzekania przez Sąd o wyłącznej winie jednego z małżonków za doprowadzenie do rozkładu pożycia małżeńskiego. Zaznaczam wówczas, iż polskim systemie prawa rodzinnego i opiekuńczego obowiązuje zasada niestopniowalności winy małżonków przy rozwodzie. Co to właściwie oznacza?

Wyobraźmy sobie przykład:


„Pan X jest małżonkiem okazyjnie nadużywającym alkoholu, pod którego wpływem zdarza mu się wszczynać domowe awantury. W przeszłości doszło też po jego stronie do nawiązania przelotnej relacji pozamałżeńskiej. Pani Y – żona Pana X, z powodu zachowania małżonka już dawno przestała darzyć go szacunkiem. W przeszłości zdarzało jej się poniżać go i krytykować w obecności osób trzecich. Kilka lat temu wyprowadziła się ze wspólnej sypialni. Czas wolny od pracy, chętniej niż z mężem, spędzała w towarzystwie swoich przyjaciółek”.


Oczywistym jest, iż ocena przedstawionego wyżej stanu rzeczy rodzić będzie różnorodne wnioski. Zapewne znajdą się osoby, które całość winy przypiszą tu Panu X. Inni, dopatrzą się winy w zachowaniu Pani Y, jeszcze inni – w zachowaniu obojga małżonków. Niezwykle istotne pozostawać będzie w takiej sprawie, kompleksowe zgromadzenie i wnikliwe przeanalizowanie całości dostępnego materiału dowodowego – zeznań świadków, dowodów z dokumentów, dowodu z przesłuchania stron i innych.


Nietrudno przewidzieć jednak, iż część komentatorów pokusi się o wniosek zgodnie z którym, wina jednego z małżonków pozostaje „większa” od winy drugiego małżonka. Sęk w tym, iż dokonując oceny rozkładu pożycia małżonków – nie stopniuje się winy stron.


W wyroku Sądu Najwyższego z dnia 5.1.2001 r. w sprawie o sygn. akt: V CKN 915/00, Sąd ten stwierdził, że nawet jeżeli w okolicznościach konkretnej sprawy nie budzi wątpliwości, że wina jednej ze stron ma większy ciężar gatunkowy lub „przeważający” charakter, nie wyklucza to przypisania współwiny drugiemu małżonkowi.


„Przy przypisywaniu małżonkom w wyroku rozwodowym winy nie ma znaczenia okoliczność, który z małżonków ponosi winę większą, a który mniejszą” (tak wyr. SN z 24.5.2005 r., V CK 646/04, Legalis). Ustawodawca nie wprowadził więc możliwości „stosunkowego” rozdzielenia winy (tak Jędrejek, Komentarz KRO, 2017, art. 57, Nb I.5).


W wyroku Sądu Najwyższego z dnia 29.6.2000 r. w sprawie o sygn. akt: V CKN 323/00,  Sąd ten wskazał, że „art. 57 § 1 kro nie wprowadza rozróżnienia stopnia winy małżonków. Podstawą przyjęcia winy małżonka jest ustalenie, że jego zachowanie przyczyniło się do powstania lub pogłębienia rozkładu, obojętne natomiast ze stanowiska oceny winy jest to, w jakim stopniu każde z małżonków przyczyniło się do tego. Nierówny stopień winy małżonków nie stanowi przeszkody do uznania ich współwinnymi rozkładu pożycia. Małżonek, który zawinił powstanie jednej z wielu przyczyn rozkładu, musi być uznany za współwinnego, chociażby drugi małżonek dopuścił się wielu i to cięższych przewinień”.

Dowiedzenie wyłącznej winy małżonka, w procesie rozwodowym jest więc nadal możliwe i stosunkowo częste. Należy jednak pamiętać o tym, iż jeśli środki dowodowe przeprowadzone w postępowaniu sądowym wskazywać będą na winę obu stron (choćby wina jednej z nich, intuicyjnie wydawała się „większa” i „przeważająca” w stosunku do zachowań drugiego z małżonków), małżonek, który zawinił powstaniu choćby jednej z wielu przyczyn rozkładu, także może być uznany za współwinnego za doprowadzenie do rozkładu pożycia, na równi z drugim małżonkiem, a całość postępowania może zakończyć się orzeczeniem o stwierdzeniu winy obu stron.

Pozdrawiam
Adwokat Dagmara Jagodzińska


 

0

Dziecko, Rodzina

W języku potocznym często używa się sformułowania: „samotni rodzice” – dlaczego Ty używasz do ich określania nazwy „samodzielni”. Czy to forma manifestu?


M. Gołda
: Ładnie to ujęłaś – tak, to forma manifestu. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, ale w sumie to ciekawy trop. Coś w tym jest… „Samotna matka” – to brzmi strasznie przygnębiająco! Sformułowanie „samodzielna mama” brzmi o wiele bardziej odpowiednio do to tego, jak się czułam, kiedy się rozwodziłam.


Z wykształcenia jestem m.in. językoznawcą. Powodowało to, iż naprawdę ważnym było dla mnie w tamtym czasie, aby nazwać siebie adekwatnie. Słowa mają swoją energię, prawda? Niestety, anachroniczne polskie nazewnictwo dla matek i ojców po rozstaniach czy rozwodach przewidywało tylko jedną formę – „samotny rodzic”, „samotna matka”. Zaczęłam więc nazywać siebie „mamą samodzielną”. Zaczęłam o tym mówić głośno. To było już dobrych parę lat temu. Najpierw wśród przyjaciół wypróbowywałam to określenie, później używałam go pośród znajomych z pracy. Większość reagowała entuzjastycznie.


Z czasem, gdy poznałam więcej rodziców w mojej sytuacji, dostawałam jednoznaczne pozytywny feedback: „tak, to jest to, jestem samodzielną mamą, jestem samodzielnym tatą”. Inni też chcieli tak siebie nazywać. Z takim określeniem o wiele łatwiej było im się utożsamić. I tak to zaskoczyło. Teraz już znasz historię tego sformułowania od kuchni…


Dzisiaj nie tylko sama używasz wspomnianego określenia, ale walczysz, by popularyzować je w przekazie masowym.


M. Gołda:
Oczywiście. Powiem więcej – chciałabym, aby także w języku urzędowym, zamiast „samotny rodzic” pojawiło się określenie „samodzielny rodzic”. Ostatnio, gdy wypełniałam PIT roczny, naprawdę miałam ochotę przekreślić „osoby samotnie wychowujące dzieci” i nadpisać „osoby samodzielnie wychowujące dzieci”.


Wierzę, że dzisiejsi rodzice po rozstaniach wcale nie muszą godzić się na tę przygnębiającą i negatywną łatkę „rodziców samotnych”
. W symboliczny sposób można powiedzieć, że to, co robię i jak pracuję na co dzień, z samodzielnymi rodzicami, w tym również mój kurs online dla Samodzielnych Rodziców – stanowi pewien pomost, którym każdy rodzic może przejść od stanu „samotności”, do stanu „samodzielności”.


Cieszę się też, że ten temat jest też podejmowany w mediach. Zawsze, gdy jestem zapraszana do radia albo telewizji w charakterze coacha i samodzielnej mamy, cieszę się, że mogę o tym mówić głośno. Wielu osobom zmienia to po prostu optykę, gdy widzą, że nie muszą wchodzić w rolę samotnych. Zwykle dostaję również wiele ciepłych słów od innych rodziców. To bardzo miłe. Ale przede wszystkim potrzebne.


Z jakimi trudnościami – w Twojej ocenie, spotykają się rodzice samodzielnie wychowujący dzieci?


M. Gołda
: To dobre pytanie, a jednocześnie… temat-rzeka. Przede wszystkim, rodzice samodzielnie wychowujący dzieci mają te same problemy, co inni rodzice, z tym że często są one pomnożone przez dwa. To, co się w pełnych rodzinach dzieli się na dwoje, rodzice samodzielni muszą dźwignąć sami. Najtrudniej jest, gdy pracujesz, dziecko jest małe i zachoruje. Wtedy naprawdę ciężko nawet wyjść do warzywniaka. Takie przyziemne sprawy mogą wydawać się błahe dla otoczenia, ale bywa że naprawdę przytłaczają, kiedy uzbiera się ich cała masa. Albo gdy musisz być w dwóch miejscach równocześnie, np. na przeciągającym się spotkaniu w pracy i w szatni w przedszkolu, żeby zdążyć odebrać swoje dziecko. Niełatwo bywa z jedną pensją w domu, a alimenty – umówmy się – przeważnie to „wacikowe kwoty”.


Gdzie zatem szukać pomocy?


M. Gołda:
Osobiście, zachęcam samodzielnych rodziców, aby dawali sobie pomóc i korzystali z pomocy bliskich, życzliwych im osób. Nam, „samodzielnym”, często towarzyszy typowy zestaw przekonań o tym, że „musimy sami”. Guzik-prawda, nie musimy. Ja sama, długo do tego dochodziłam. Za długo… Gdy wreszcie poszłam po rozum do głowy, odetchnęłam z ulgą. Okazało się, że wokół jest mnóstwo osób skorych do udzielenia mi pomocy.


„Drodzy samodzielni rodzice, nie musimy być superbohaterami. Otaczajmy się życzliwymi, pomocnymi osobami i pozwólmy sobie skorzystać z pomocnej dłoni. Rozstanie to nie jest żadna kara i żadnej ceny spłacać nie musicie. Nie musicie się umęczać i zamęczać”


I jeszcze jedno. Zróbcie, ile się tylko da,a by jak najlepiej ułożyć relacje z drugim rodzicem dziecka. Będziecie mogli wspierać się wzajemnie i pomagać sobie w potrzebie. To jest nieocenione. Warto poświecić na ułożenie tych relacji naprawdę dużo czasu i energii, bo procentuje to w przyszłości. Ja np. pamiętam, jak mój były mąż przyjeżdżał do mnie do domu, by pomóc mi przy chorym synku, kiedy mały miał ospę i trzeba było szybko wysmarować go gencjaną. Pierwszych kilka kropek znosił dzielnie, ale kiedy trzeba było wysmarować 150 kropek po kolei, dostawał szału. Były mąż przyjeżdżał i razem smarowaliśmy go w ekspresowym tempie, na cztery ręce, tata na plecach, ja z przodu. Wtedy udawało się z tym uwinąć, zanim synek zdążył wpaść w czarną rozpacz. Do dziś jest tak, że oboje wiemy, że w razie potrzeby możemy na siebie liczyć. Do takiego podejścia trzeba dojrzeć. Ale warto, naprawdę. Od czego zacząć? Od uzmysłowienia sobie, że jesteśmy rodzicami dziecka, które oboje bardzo kochamy, a zatem gramy do jednej bramki. To jest ważniejsze niż animozje z przeszłości.


A zatem wiedzę na temat samodzielnego rodzicielstwa czerpiesz z własnych doświadczeń?


M. Gołda:
Oczywiście. To moje główne źródło inspiracji. Kolejnym, równie ważnym, są spotkania z innymi samodzielnymi rodzicami. Znam ich wielu, prywatnie i zawodowo. Od kilku lat organizuję warsztaty, prowadzę sesje, a teraz jeszcze stworzyłam ten kurs. Chciałam, by znalazło się w nim maksimum potrzebnych treści, ale wyselekcjonowanych, takich naprawdę istotnych. Udało się skondensować tę wiedzę do 8 modułów, z czego jeden moduł poświęcony jest zagadnieniom prawnym. Było to możliwe dzięki wielu latom własnych doświadczeń, praktyce i byciu blisko doświadczeń innych ludzi w podobnej sytuacji.


W czym według Ciebie, pomóc ma Twój kurs?


M. Gołda:
Ten kurs pomaga przede wszystkim uporządkować sprawy po rozstaniu. Oczywiście nie jest to kurs o tym, kto ma wziąć piekarnik, a kto pralkę, ale o tym, jak rozmawiać ze sobą, aby dojść do porozumienia w tych i innych kwestiach. Mój kurs kładzie duży nacisk na komunikację i relacje z innymi. To z kolei, przydaje się nie tylko do doskonalenia umiejętności rozmawiania ze skonfliktowanym z nami, byłym współmałżonkiem, ale także do wchodzenia w inne, nowe relacje w przyszłości.


Mówiąc po kolei, mój kurs ma pomóc rodzicom po rozstaniu ułożyć sobie w głowie różne sprawy. To kurs coachingowy. Pomaga więc z dystansu spojrzeć na wydarzenia w naszym życiu po to, by odkryć w nich szanse, które warto wykorzystać. Ten kurs uczy również, jak radzić sobie z codziennymi wyzwaniami. Można tu znaleźć mnóstwo praktycznych narzędzi, np. uważnego obchodzenia się z emocjami. Ponadto pomaga świadomie budować relację z dziećmi; wyjaśnia, jak pomóc im odnaleźć się po rozstaniu rodziców. Można się z niego dowiedzieć, jak poukładać sobie w głowie sprawy miłości, przyszłych relacji, patchworków itd. Pozwala też poznać osoby w podobnej sytuacji.


Oprócz ćwiczeń coachingowych kurs pełen jest różnych przykładów z życia wziętych. A na takich przykładach znacznie łatwiej coś przećwiczyć. Można uniknąć błędów i zainspirować się. I wreszcie – dzięki obecności prawnika w jednym z modułów tego kursu, można dowiedzieć się bardzo wiele o prawnych aspektach rozstania.


Czy uważasz że praca w domowym zaciszu, bez udziału specjalisty – terapeuty czy psychologa, może okazać się wystarczająca?



M. Gołda:
Jestem o tym całkowicie przekonana. Gdybym nie była coachem, a terapeutą, to może odpowiedziałabym przecząco. Ale to kurs coachingowy, korzystający z metod coachingowych, oparty na coachingowych ćwiczeniach. Jest specjalnie zaprojektowany w ten sposób, by każdy, dosłownie każdy – mógł pracować z nimi samodzielnie. Ja nie wiem lepiej, co jest najlepszym wyjściem dla pani Kowalskiej; to pani Kowalska jest najlepszą ekspertką ds. swojego życia, nie jej coach. Ja tylko dostarczam narzędzi, które dopiero w rękach osoby zmotywowanej zaczynają działać. I wtedy potrafią zdziałać cuda. Ale to nie ja te cuda wyczarowuję. Ja inspiruję, prowadzę przez proces, wspieram. Cuda każdy ma swoje na taką skalę, na jaką się zaangażuje. Ponadto, praca w zaciszu domowym nie wymaga wychodzenia z domu. Samodzielny rodzic umie to docenić. Nie wymaga też nakładu środków takich, jak podczas indywidualnych sesji z coachem.


A dla dziecka? Jakie korzyści przynosi udział rodzica w Twoim kursie?


M. Gołda:
Trafne pytanie! Kurs przeznaczony jest oczywiście dla rodziców, ale dziecku, za pośrednictwem rodzica i zmiany jego zachowania, może również przynieść wiele korzyści. Porównałabym ten efekt do zaleceń, jakie dawane są rodzicom w samolocie – w razie gdyby ciśnienie w kabinie spadło, najpierw załóż maskę tlenową sobie, a dopiero potem dziecku.


Mówi się, że szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko. Dokładnie tak jest. W myśl tej zasady, można by dodać: „ogarnięty” po rozstaniu rodzic, to „ogarnięte” dziecko. Innymi słowy, kiedy my, dorośli, uporamy się z bólem po rozwodzie, nie będziemy przenosić go na dzieci. A o to przecież chodzi, prawda? Każdemu rodzicowi zależy na szczęściu dziecka i nie chce obarczać go swoimi problemami. W swoim kursie mówię o tym, jak to zrobić  i pokazuję, jak ćwiczyć to w domu. Omawiam też sporo sytuacji, które mogą spotkać samodzielnego rodzica, a z których on nawet nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Dzięki temu, zmniejszamy wiele lęków. Ten kurs mówi też sporo o tym, jak budować relacje z dziećmi oparte na empatii. To z kolei wnosi do tej relacji więcej spokoju, cierpliwości i wdzięczności w życiu rodzinnym.


Skąd pomysł, aby zawrzeć w Twoim Kursie część poświęconą prawu rodzinnemu i opiekuńczemu?


M. Gołda:
Znowu – pomysł z życia wzięty. Pracując nad kursem, rozmawiałam z wieloma osobami. Na sesjach, warsztatach, które prowadzę, ale również podczas pogłębionych wywiadów z samodzielnymi rodzicami, które przeprowadzałam, aby lepiej zrozumieć, czego mogą oczekiwać w tego typu kursie. „Przydałoby się w tym kursie jakieś wsparcie prawne”, słyszałam od nich. To dzięki ich zbiorowej mądrości pojawił się ten wątek. Jako coach nie chciałam wchodzić w buty prawnika, zaprosiłam więc do współpracy kogoś, kto zna się na tym lepiej, Jednocześnie postawiłam na osobę, którą znam i wiem, że ma świetne podejście do ludzi, mec. Dagmarę Jagodzińską.


W jaki sposób można zapoznać się z Kursem?



M. Gołda:
To, czy kurs może nam się przydać, czy jest czymś, co faktycznie nas interesuje, możemy łatwo sprawdzić na stronie samego kursu www.samodzielnirodzice.com. Na stronie znajdują się szczegóły tego, co obejmuje kurs i jak można z niego skorzystać. Pragnę, aby kurs ten, okazał się na tyle trafny i pomocny, żeby każdy samodzielny rodzic mógł wracać do niego po wielokroć i wyciągąć z niego jak najwięcej korzyści dla siebie i swojego dziecka. Tego właśnie życzę wszystkim Samodzielnym rodzicom.

0

Małżeństwo

Pytanie wybranej Czytelniczki: Jestem w trakcie postępowania rozwodowego z moim małżonkiem. Mąż prowadzi od lat działalność gospodarczą, która w chwili obecnej, z uwagi na postępujący spadek formy psychicznej męża – chyli się ku upadkowi. Powoli napływać zaczynają pod nasz wspólny adres zamieszkania, pierwsze wezwania do zapłaty oraz ponaglenia. Rozwód ciągnie się już ponad pół roku, a ja obawiam się narastania kolejnych długów… Co zrobić, aby zabezpieczyć się przed postępującym zadłużeniem?”


Odpowiedzi udziela:
Adwokat Dagmara Jagodzińska


Rozwód, nawet najmniej skomplikowany – trwa przez pewien czas. Od chwili złożenia pozwu, aż po uzyskanie prawomocnego orzeczenia o rozwiązaniu małżeństwa mija najczęściej od jednego do nawet kilkunastu miesięcy. W międzyczasie, małżonkowie funkcjonują w swoistym „stanie przejściowym” pomiędzy faktycznym zakończeniem wspólnego pożycia, a formalnym rozdzieleniem ich od siebie pod względem prawnym oraz… majątkowym.


Wypada bowiem wskazać, iż o ile małżonkowie, w czasie trwania małżeństwa nie zawarli tzw. intercyzy (czyt. umowy małżeńskiej majątkowej), która wprowadzałaby pomiędzy nimi system rozdzielności majątkowej umownej, najpewniej pozostają w dalszym ciągu w systemie automatycznej, wspólności ustawowej małżeńskiej, powstałej między nimi z chwilą wstąpienia w związek małżeński. Co niezwykle istotne, wspomniana wspólność trwa pomiędzy małżonkami, aż do czasu prawomocnego rozwiązania ich małżeństwa, a zatem utrzymuje się także przez cały czas trwania postępowania o rozwód – przed Sądem I oraz II instancji, aż do dnia uprawomocnienia się wyroku orzekającego rozwód tych małżonków.


Skoro zaś, w okresie tym, małżonkowie pozostają w ustroju wspólności majątkowej małżeńskiej, oznacza to, iż w dalszym ciągu – rzeczy nabywane przez jednego z nich (poza enumeratywnie wymienionymi w przepisach wyjątkami) trafiają do wspólności majątkowej małżeńskiej, z kolei długi zaciągane przez każdego z małżonków, obciążają tę wspólność.


Sytuacja nie jest jednak beznadziejna. Po pierwsze bowiem, należy pamiętać o treści art. 41 par. 2 Kr.o. Zgodnie z cytowanym tu artykułem, w sytuacjach w których małżonek zaciągnął zobowiązanie bez zgody drugiego małżonka albo zobowiązanie jednego z małżonków nie wynika z czynności prawnej, wierzyciel może żądać zaspokojenia z majątku osobistego dłużnika, z wynagrodzenia za pracę lub z dochodów uzyskanych przez dłużnika z innej działalności zarobkowej, jak również z korzyści uzyskanych z jego praw, o których mowa w art. 33 pkt 9, a jeżeli wierzytelność powstała w związku z prowadzeniem przedsiębiorstwa, także z przedmiotów majątkowych wchodzących w skład przedsiębiorstwa. Zakres odpowiedzialności małżonka oczekującego na orzeczenie rozwodu, za zobowiązania zaciągnięte przez drugiego z małżonków, zależał będzie więc w zasadzie od tego, czy małżonek który zaciągnął zobowiązanie, uczynił to za zgodą współmałżonka, czy też bez takiej zgody. Jeżeli małżonek zaciągnął zobowiązanie za zgodą drugiego małżonka, wierzyciel może żądać zaspokojenia nie tylko z majątku osobistego dłużnika, ale także z całego majątku wspólnego małżonków.


Po drugie, istnieją rozwiązania umożliwiające doprowadzenie do ustania systemu wspólności majątkowej małżeńskiej, przed rozwodem. Najprostszą formą zabezpieczenia interesów majątkowych małżonka oczekującego na rozwód, byłoby więc np zawarcie ze współmałżonkiem tzw. intercyzy – umowy małżeńskiej majątkowej o ustanowieniu rozdzielności. Na jej zawarcie, niezbędna pozostawać będzie jednak zgoda współmałżonka, który winien stawić się w wybranej kancelarii notarialnej i zawrzeć Umowę, jako jedna z jej stron.


Co jeśli zgody tej brakuje? Pozostają już tylko dwa wyjścia. Można czekać na orzeczenie rozwodu, którego prawomocne orzeczenie spowoduje wprowadzenie pomiędzy małżonkami z automatu – systemu rozdzielności majątkowej, albo wybrać drogę kolejnego postępowania sądowego. Jedyną bowiem (poza umową) drogą ustanowienia rozdzielności majątkowej małżonków, przed orzeczeniem rozwodu, pozostawać będzie złożenie osobnego pozwu – tym razem, skierowanego do sądu rejonowego. Sąd ten, rozpozna wówczas sprawę o przymusowe ustanowienie rozdzielności majątkowej małżeńskiej; jeśli złożony zostanie odpowiedni pozew, także  z datą wsteczną. Spowoduje to jednak, iż obie sprawy – o rozwód i o rozdzielność – będą toczyć się równolegle. Istotna pozostawać będzie przy tym, data zapoczątkowania postępowania o ustanowienie rozdzielności. Zgodnie z Uchwała SN z dnia 14.4.1994 r., III CZP 44/94:


„Chociaż wspólność majątkowa istniejąca między małżonkami ustaje także z chwilą uprawomocnienia się wyroku rozwodowego, to w orzecznictwie Sądu Najwyższego utrwalony jest pogląd, że orzekanie o zniesieniu małżeńskiej wspólności majątkowej z mocą wsteczną jest dopuszczalne także po prawomocnym rozwiązaniu związku małżeńskiego przez rozwód, jeżeli powództwo zostało wytoczone przed tą datą (tak Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 5 listopada 1993 r. III CZP 161/93, Wokanda 1994/1/4 oraz w uchwale z dnia 14 kwietnia 1994r. III CZP 44/94, OSNCP 1994, nr 10, poz. 190)”


Należy zatem dopilnować, aby w powyższej sytuacji, powództwo w sprawie o ustanowienie rozdzielności majątkowej małżonków, także z datą wsteczną – złożone zostało przed prawomocnym zakończeniem postępowania w sprawie o rozwód. Jak widać, mowa tu jednak o kolejnym procesie sądowym. Warto poczekać zatem z jego wszczęciem na moment powstania realnego ryzyka narastania długów.

#władza rodzicielska bielsko, adwokat od spraw rodzinnych, kancelaria rodzinna bielsko, alimenty bielsko, rozwód, bielsko, adwokat, prawo rodzinne bielsko, kancelaria adwokacka, adwokat od rozwodów, adwokaci od rozwodów, prawo rodzinne bielsko, kontakty z dzieckiem, uregulowanie kontaktów z dzieckiem, kontakty z dzieckiem bielsko, sprawy rodzinne adwokat bielsko

0

Małżeństwo

Nawiązując z Klientem Kancelarii rozmowę dotyczącą sposobu w jaki planuje on określić swoje stanowisko procesowe w postępowaniu o rozwód, rozpoczynam od pytań dotyczących przewidywanego przez niego sposobu dochodzenia w procesie kwestii: winy swojej i małżonka za rozkład pożycia, władzy rodzicielskiej nad małoletnimi dziećmi i miejsca zamieszkania tych ostatnich, kontaktów z małoletnimi dziećmi, alimentów na dzieci, ewentualnie także na małżonka, a wreszcie… sposobu korzystania ze wspólnego domu lub mieszkania małżonków, po rozwodzie. Najczęściej wówczas pojawia się pytanie o to, czy mowa tu o podziale majątku dorobkowego małżonków po rozwodzie. Zbieżność skojarzeń jest jednak myląca.


Zgodnie z art. 58 § 2 Kr.o. jeżeli małżonkowie zajmują wspólne mieszkanie, sąd w wyroku rozwodowym orzeka także o sposobie korzystania z tego mieszkania przez czas wspólnego w nim zamieszkiwania rozwiedzionych małżonków. W wypadkach wyjątkowych, gdy jeden z małżonków swym rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie, sąd może nakazać jego eksmisję na żądanie drugiego małżonka. Na zgodny wniosek stron sąd może w wyroku orzekającym rozwód orzec również o podziale wspólnego mieszkania albo o przyznaniu mieszkania jednemu z małżonków, jeżeli drugi małżonek wyraża zgodę na jego opuszczenie bez dostarczenia lokalu zamiennego i pomieszczenia zastępczego, o ile podział bądź jego przyznanie jednemu z małżonków są możliwe.


Czymś innym jest bowiem ustalenie tego, w jaki sposób małżonkowie, zamieszkujący ze sobą w dalszym ciągu, w jednym lokalu, mają podzielić się faktycznym korzystaniem z tego lokum, czymś innym zaś – zniesienie zachodzącej pomiędzy nimi dotąd, wspólności majątkowej małżeńskiej, składnika jakim pozostaje wspólny lokal bądź dom.


Dla rozróżnienia zatem:


1.
Sytuacja pierwsza, dotyczyć będzie małżeństwa X i Y, które w chwili orzekania rozwodu w dalszym ciągu zamieszkiwało będzie wspólnie i planowało zamieszkiwać w ten sposób po rozwodzie (choćby z uwagi na brak alternatyw); wówczas to, Sąd może postanowić, iż X korzystał będzie z pomieszczeń znajdujących na parterze budynku mieszkalnego niegdyś wspólnie użytkowanego przez strony, zaś Y zamieszkiwała będzie na jego piętrze, przy czym z kuchni i łazienki strony korzystać będą wspólnie.


2.
Sytuacja druga dotyczyć będzie małżeństwa A i B, planującego dokonać zniesienia współwłasności lokalu/budynku wchodzącego w skład ich wspólności majątkowej małżeńskiej, tj. A i B nie będą zainteresowani wspólnym zamieszkiwaniem po rozwodzie, a dążyć będą do zapewnienia sobie warunków życia w pojedynkę, m.in. na skutek dopełnienia wszelkich rozliczeń wynikających z podziału ich majątku.


O sposobie korzystania ze wspólnego mieszkania
sąd orzeka więc w zasadzie wtedy, gdy w chwili wydania wyroku rozwodowego małżonkowie zajmują to mieszkanie, tzn. faktycznie z niego korzystają. Jednakże sąd może orzec o sposobie korzystania z tego mieszkania także w wypadku, gdy małżonek nie przebywa w nim tylko przejściowo, w szczególności gdy – nie rezygnując ze wspólnego mieszkania – zmuszony był je opuścić na skutek samowolnego, sprzecznego z prawem lub zasadami współżycia społecznego, postępowania drugiego małżonka.


O podziale majątku w rozwodzie traktuje art. 58 § 3
K.r.o. zgodnie z którym na wniosek jednego z małżonków sąd może w wyroku orzekającym rozwód dokonać podziału majątku wspólnego, jeżeli przeprowadzenie tego podziału nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu.


Jak podkreśla doktryna, podział majątku w trakcie rozwodu (separacji) różni się od podziału dokonanego po ustaniu wspólności:

1) trybem, albowiem następuje w procesie;

2) może być przeprowadzony, jeżeli nie wpłynie na nadmierną zwłokę w postępowaniu rozwodowym;

3) skuteczność podziału jest uzależniona od prawomocnego orzeczenia rozwodu [1]


Warunkiem orzekania przez Sąd o podziale majątku dorobkowego małżonków w rozwodzie pozostaje zatem taki układ procesowy, który gwarantuje możliwość szybkiego, a w praktyce najczęściej – ugodowego rozstrzygnięcia o tej kwestii.  Następuje więc wówczas, gdy między stronami nie ma sporu co do składu i sposobu podziału tego majątku lub wyjaśnienie spornych między stronami okoliczności bądź też takich okoliczności, które sąd obowiązany jest ustalić z urzędu, wymaga przeprowadzenia postępowania dowodowego w ograniczonym przedmiotowo i czasowo zakresie (Orzecznictwo SN: III CZP 30/77, V CZ 25/16)


Z uwagi na fakt, iż sytuacje takie zdarzają w praktyce dość rzadko, niepisana reguła zakłada, iż w procesie rozwodowym rozstrzyga się co najwyżej o kwestii sposobu korzystania przez małżonków ze wspólnego lokum po rozwodzie, zaś o kwestii szczegółowego podziału majątku dorobkowego małżonków po ustaniu ich wspólności majątkowej, na skutek rozwiązania ich małżeństwa – orzeka się dopiero na etapie postępowania o podział majątku dorobkowego prowadzonego przed innym Sądem (sądem rejonowym, podczas gdy o rozwodzie orzeka sąd okręgowy), po uprawomocnieniu się wyroku orzekającego rozwód. Na zgodny wniosek małżonków o nieorzekanie przez Sąd rozwodowy, o sposobie korzystania z mieszkania przez małżonków po rozwodzie, Sąd okręgowy zaniecha jednak orzekania w wyroku rozwodowym także i w tej kwestii.


Pozdrawiam,
Adwokat Dagmara Jagodzińska
  

0

Dziecko

Spora część Klientów zamierzających wszcząć postępowanie alimentacyjne lub zgłosić roszczenie alimentacyjne w pozwie rozwodowym, zadaje pełnomocnikom pytanie o to, jak określić wysokość należnych ich dziecku alimentów. Ostateczne dookreślenie kwoty dochodzonego roszczenia alimentacyjnego zależy jednak od samego Klienta. To jego decyzja przesądzi o wpisaniu do pozwu (o rozwód lub alimenty) konkretnej kwoty dochodzonego roszczenia. Zanim jednak pozostawimy Klientowi wybór w zakresie dookreślenia konkretnej wysokości roszczenia alimentacyjnego, niezbędne staje się pouczenie Klienta o tym, czemu właściwie służyć mają alimenty, od czego zależy ich wysokość oraz jakie potrzeby uznaje się w praktyce za „potrzeby usprawiedliwione”.


Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie pomaga nam w precyzyjnym ustaleniu wysokości dochodzonych alimentów. Art. 135 K.R.O. ogranicza się w tym względzie do stwierdzenia: „zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego„. Z tego, że o wysokości możliwych do zasądzenia alimentów decydować będzie m.in. wysokość możliwości majątkowych (zasobność majątku) oraz zarobkowych (wysokość wynagrodzenia, dochodów z działalności) pozwanego, najczęściej doskonale zdajemy sobie sprawę.


Zauważalne trudności budzi jednak określenie zakresu tzw. „usprawiedliwionych potrzeb” uprawnionego do alimentacji. Czym zatem są wspomniane „usprawiedliwione potrzeby”?


Potrzeby usprawiedliwione to takie, których zaspokojenie pozwala uprawnionemu żyć w warunkach odpowiadających jego wiekowi, stanowi zdrowia, wykształceniu itp. Katalog owych potrzeb jest sprawą indywidualną.
Niezaspokojone potrzeby wierzyciela można uznać za usprawiedliwione (a jego sytuację prawną za uzasadniającą wystąpienie do sądu o alimenty), jeżeli nie potrafi on ich zaspokoić samodzielnie pomimo podejmowania w tym zakresie starań*


Dobra praktyka wskazuje na to, aby w pozwach alimentacyjnych uwzględniać co najmniej:
  • miesięczne koszty związane z zakupem wyżywienia;
  • miesięczne koszty związane z zakupem środków czystości i kosmetyków;
  • miesięczne koszty nauki – opłacenia szkół/przedszkoli, zakupu materiałów edukacyjnych, pokrycia komitetów;
  • miesięczne koszty leczenia i wizyt lekarskich, dodatkowo także koszty zakupu leków i suplementów;
  • miesięczne koszty dojazdów do szkoły oraz do domu;
  • miesięczny koszt zakupu odzieży i obuwia – najłatwiej szacowany jako łączny, roczny koszt odzieży podzielony przez ilość miesięcy;
  • miesięczny koszt rozrywki/wyjść dziecka – w przypadku dziecka młodszego, także zakupu zabawek.


UWAGA: warto pamiętać, że do zakresu usprawiedliwionych potrzeb małoletnich w istocie należy doliczyć także koszty mediów zużywanych przez małoletniego, jako członka rodziny zamieszkującej dany lokal lub budynek.
Do zakresu potrzeb uprawnionego do alimentacji wchodzić będzie zatem również szacunkowa wartość przypadającego na małoletniego udziału w kosztach związanych z opłaceniem czynszu za lokal mieszkalny, a także opłat za dostarczenie gazu, wody, prądu, wywóz odpadów, odprowadzenie ścieków i inne.


Wypada zaznaczyć na koniec, iż pojęcie usprawiedliwionych potrzeb wymagać będzie każdorazowo doprecyzowania o szczegóły indywidualnego przypadku. Tak też jeśli dla przykładu, małoletni choruje na atopowe zapalenie skóry, w kosztach jego utrzymania uwzględnić należy szereg medykamentów, środków czystości i środków pielęgnacyjnych posiadających dla niego charakter niezbędny dla zachowania zdrowia i komfortu życia. Jeśli zaś małoletni cierpi z powodu wad postawy, niezbędna może okazać się gimnastyka korekcyjna, fizjoterapia czy odpowiednie zajęcia na basenie, itd.


Co niezwykle istotne, pamiętać należy, iż potrzeby uprawnionego, poza tym, iż „usprawiedliwione” muszą być także realne!
Każda ze szczególnych potrzeb dziecka winna być przy tym należycie udokumentowana, dla wykazania wiarygodności twierdzeń o konieczności jej zaspokojenia.


Po ustaleniu łącznych kosztów utrzymania dziecka, niezbędnym jest wreszcie określenie tego, w jakich częściach każde z rodziców będzie partycypować w ich pokryciu. Niepisana zasada zakłada, iż koszty te winny rozkładać się mniej więcej po połowie. Warto pamiętać jednak o tym, iż zgodnie z par. 2 art. 135 K.R.O. wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie może polegać w całości lub w części na osobistych staraniach o utrzymanie lub o wychowanie uprawnionego; w takim wypadku świadczenie alimentacyjne drugiego z rodziców polegać będzie na pokrywaniu w całości lub w części kosztów utrzymania lub wychowania uprawnionego.


To jednak, czy całość lub część świadczenia alimentacyjnego przypadającego na rodzica zamieszkującego z małoletnim, może być w całości lub części zaspokajana poprzez samą tylko opiekę nad małoletnim (tj. przy założeniu braku lub ograniczonej wysokości alimentów pochodzących od tego rodzica) oceni Sąd, w konkretnym stanie sprawy.

Pozdrawiam,

Adwokat Dagmara Jagodzińska


# władza rodzicielska, alimenty bielsko, rozwód, bielsko, adwokat, prawo rodzinne bielsko, kancelaria adwokacka, adwokat od rozwodów, adwokaci od rozwodów, prawo rodzinne bielsko, kontakty z dzieckiem, uregulowanie kontaktów z dzieckiem, kontaktyzdzieckiembielsko, sprawyrodzinneadwokatbielsko

1